Relacja ze ślubu mejdiego z pierwszej edycji - Oczami Lee Everett'a

Lee Everet

Stary wyjadacz
Czerwiec 26, 2017
540
546
158
Siemka wszystkim!
Mam nadzieję, że nasze święto narodowe mija całkiem spoko i że ogólnie odpoczywacie sobie :>. To jest dla mnie taka odskocznia od historii RP, choć nie bójcie się - już niedługo pojawi się kolejna część z tej serii.
Jak sam tytuł mówi, opiszę tutaj jak wyglądał ślub mejdiego z pierwszej edycji z Madzią Fluffy. (Był jeszcze drugi ślub, Kaszy tricepsa, gdzie był napad a ja dostałem gonga na ryj od panny młodej, ale to historia na inny temat) Nie przedłużając - zapraszam do czytania!

Od dawien dawna jestem zaprzyjaźniony z Pawłem Martinezem - wielkim, uporządkowanym i skutecznym człowiekiem. To samo wiedział mejdi i z powodu tego, że prowadzony był wtedy sklep ,, Na dzielni '' zamówił u nas ciasta - 40 CIAST! (a może więcej, nie pamiętam)
- Yyyyyyy no i co z tego koleś? Ciasto jest prosto zrobić, ciągle widzę takie w sklepach! - Powiedziałby pewnie ktoś, kto nie grał na pierwszej edycji.
Otóż mój drogi świeższy czytelniku, krowa na tamtej edycji to był RARYTAS. Respiły się tylko w kilku miejscach na całej mapie, często gdzieś uciekały i nie można było ich znaleźć, a dodatkowo każdy kto widział taki łatwy łup, zabijał go. Więc zdobycie takiej ilości mlek graniczyło z cudem, na ostatnią chwilę udało nam się zdobyć te mleka. Zarywaliśmy noce aby je zdobyć. Jednak, gdyby nie trudność zdobycia mlek, to nigdy nie wziąłbym udziału w ślubie komendanta!
Dopiero dwa miesiące wcześniej wbiłem na serwer pierwszy raz i nie byłem sławną szychą. Nie miałem cienia szansy aby wbić na taką imprezę. Jednak Paweł wiedział, że będzie mu ciężko zdobyć te mleka, dlatego poprosił mnie o pomoc, a w ramach zapłaty załatwił mi wejściówkę na ślub. Czadzik co?
No i cóż, potem przychodziłem do sklepu, aby zabrać, zasiać jagody i przetransportować je do magazynu i tak co kilkanaście minut. Oczywiście, odpowiadaliśmy nie tylko za te ciasta, dlatego kupno krzeseł, stolików i picia też spoczywało w naszych rękach. Także nieźle się narobiliśmy :D.
Potem musieliśmy zrobić kościół - z sandbagów zrobiliśmy krzyż, ustawiliśmy krzesła i powygłupialiśmy się tam. Też było z tym masa pracy.
Ale nareszcie cudem udało nam się zrobić te ciasta i pozostawał jeden kłopot - nie miałem garnituru. Jednak oczywiście mój przyjaciel Paweł pożyczył mi mamony i wyglądałem prestiżowo B)
W końcu nadszedł dzień ślubu. Paweł zabrał mnie swoim ferrari i pojechaliśmy do kościoła. Na krawężniku stała limuzyna i inne drogie auta. Gośćmi była sama śmietanka towarzyska, oczywiście wszyscy ubrani w garnitury. Również była tam cała policyjna obstawa, z blountforcami gotowymi do strzelania. Otworzono drzwi i udaliśmy się do środka oraz zajęliśmy miejsca. Przybył ksiądz i panna młoda. Zapadła cisza. Zaczęto grać marsz weselny. Pan młody czekał przy ołtarzu a panna młoda powolnym krokiem ruszyła w jego stronę. Ksiądz wypowiedział formułkę bla, bla, bla buzi i oklaski. Potem udaliśmy się na zewnątrz kościoła i limuzyna pojechała jako pierwsza. Za nią nasze samochody, same prestiżowe. Jak mijaliśmy bambików to ci po prostu stanęli jak wryci, oszołomieni tym bogactwem. Pojechaliśmy do miejsca gdzie mieliśmy świętować panią i pana mejdiego. Było to na polance, obgrodzone barierkami z ładnym wejściem. Już czekała na nas obstawa policyjna. Zaparkowaliśmy nasze samochody w prostej linii i stanęliśmy w kolejce. Każdy musiał dać jakiś upominek. Niektórzy dawali kilofy i jackhammery, inni hajs w dziesiątkach tysięcy i oczywiście składanie życzeń na nowej drodze życia. Zajęliśmy miejsca przy stole. Kelnerzy podali nam jedzenie oraz picie. Świeża para młoda oczywiście usiadła razem. W tym samym momencie zjedliśmy ciasta. Następnie mejdi udał się na mównicę i wygłosił swoje podziękowania dla wszystkich gości, dla Martineza za przygotowanie wesela (nie to że ja biegałem razem z martinezem po nocy w poszukiwaniu tych mlek, wcale.... poczułem się smutno wtedy), i policji za przygotowanie obstawy. I na koniec udaliśmy się wszyscy do domów.
To wesele było ODJEBANE PERFEKCYJNIE!
Podobało mi się i wiem, że jako jeden z nielicznych widziałem ślub mejdiego.

Pozdrawiam i życzę miłego dnia.
Lee Everett
P.S Mejdi, chętnie jeszcze raz poszedłbym na twój ślub :D.
 
  • Lubię to!
Reactions: mejdi i ŁośSoś

Barti_PL

Stary wyjadacz
VIP
Kwiecień 23, 2016
2835
2453
198
Katowice
Siemka wszystkim!
Mam nadzieję, że nasze święto narodowe mija całkiem spoko i że ogólnie odpoczywacie sobie :>. To jest dla mnie taka odskocznia od historii RP, choć nie bójcie się - już niedługo pojawi się kolejna część z tej serii.
Jak sam tytuł mówi, opiszę tutaj jak wyglądał ślub mejdiego z pierwszej edycji z Madzią Fluffy. (Był jeszcze drugi ślub, Kaszy tricepsa, gdzie był napad a ja dostałem gonga na ryj od panny młodej, ale to historia na inny temat) Nie przedłużając - zapraszam do czytania!

Od dawien dawna jestem zaprzyjaźniony z Pawłem Martinezem - wielkim, uporządkowanym i skutecznym człowiekiem. To samo wiedział mejdi i z powodu tego, że prowadzony był wtedy sklep ,, Na dzielni '' zamówił u nas ciasta - 40 CIAST! (a może więcej, nie pamiętam)
- Yyyyyyy no i co z tego koleś? Ciasto jest prosto zrobić, ciągle widzę takie w sklepach! - Powiedziałby pewnie ktoś, kto nie grał na pierwszej edycji.
Otóż mój drogi świeższy czytelniku, krowa na tamtej edycji to był RARYTAS. Respiły się tylko w kilku miejscach na całej mapie, często gdzieś uciekały i nie można było ich znaleźć, a dodatkowo każdy kto widział taki łatwy łup, zabijał go. Więc zdobycie takiej ilości mlek graniczyło z cudem, na ostatnią chwilę udało nam się zdobyć te mleka. Zarywaliśmy noce aby je zdobyć. Jednak, gdyby nie trudność zdobycia mlek, to nigdy nie wziąłbym udziału w ślubie komendanta!
Dopiero dwa miesiące wcześniej wbiłem na serwer pierwszy raz i nie byłem sławną szychą. Nie miałem cienia szansy aby wbić na taką imprezę. Jednak Paweł wiedział, że będzie mu ciężko zdobyć te mleka, dlatego poprosił mnie o pomoc, a w ramach zapłaty załatwił mi wejściówkę na ślub. Czadzik co?
No i cóż, potem przychodziłem do sklepu, aby zabrać, zasiać jagody i przetransportować je do magazynu i tak co kilkanaście minut. Oczywiście, odpowiadaliśmy nie tylko za te ciasta, dlatego kupno krzeseł, stolików i picia też spoczywało w naszych rękach. Także nieźle się narobiliśmy :D.
Potem musieliśmy zrobić kościół - z sandbagów zrobiliśmy krzyż, ustawiliśmy krzesła i powygłupialiśmy się tam. Też było z tym masa pracy.
Ale nareszcie cudem udało nam się zrobić te ciasta i pozostawał jeden kłopot - nie miałem garnituru. Jednak oczywiście mój przyjaciel Paweł pożyczył mi mamony i wyglądałem prestiżowo B)
W końcu nadszedł dzień ślubu. Paweł zabrał mnie swoim ferrari i pojechaliśmy do kościoła. Na krawężniku stała limuzyna i inne drogie auta. Gośćmi była sama śmietanka towarzyska, oczywiście wszyscy ubrani w garnitury. Również była tam cała policyjna obstawa, z blountforcami gotowymi do strzelania. Otworzono drzwi i udaliśmy się do środka oraz zajęliśmy miejsca. Przybył ksiądz i panna młoda. Zapadła cisza. Zaczęto grać marsz weselny. Pan młody czekał przy ołtarzu a panna młoda powolnym krokiem ruszyła w jego stronę. Ksiądz wypowiedział formułkę bla, bla, bla buzi i oklaski. Potem udaliśmy się na zewnątrz kościoła i limuzyna pojechała jako pierwsza. Za nią nasze samochody, same prestiżowe. Jak mijaliśmy bambików to ci po prostu stanęli jak wryci, oszołomieni tym bogactwem. Pojechaliśmy do miejsca gdzie mieliśmy świętować panią i pana mejdiego. Było to na polance, obgrodzone barierkami z ładnym wejściem. Już czekała na nas obstawa policyjna. Zaparkowaliśmy nasze samochody w prostej linii i stanęliśmy w kolejce. Każdy musiał dać jakiś upominek. Niektórzy dawali kilofy i jackhammery, inni hajs w dziesiątkach tysięcy i oczywiście składanie życzeń na nowej drodze życia. Zajęliśmy miejsca przy stole. Kelnerzy podali nam jedzenie oraz picie. Świeża para młoda oczywiście usiadła razem. W tym samym momencie zjedliśmy ciasta. Następnie mejdi udał się na mównicę i wygłosił swoje podziękowania dla wszystkich gości, dla Martineza za przygotowanie wesela (nie to że ja biegałem razem z martinezem po nocy w poszukiwaniu tych mlek, wcale.... poczułem się smutno wtedy), i policji za przygotowanie obstawy. I na koniec udaliśmy się wszyscy do domów.
To wesele było ODJEBANE PERFEKCYJNIE!
Podobało mi się i wiem, że jako jeden z nielicznych widziałem ślub mejdiego.

Pozdrawiam i życzę miłego dnia.
Lee Everett
P.S Mejdi, chętnie jeszcze raz poszedłbym na twój ślub :D.
A tam nie bylo czegos takiego ze Radmej napadl na te wesele? Cos tak slyszalem.
 
  • Lubię to!
Reactions: ŁośSoś

mejdi

Stary wyjadacz
Policja RP
Sierpień 7, 2015
5023
5077
198
27
Klan
Konfederacja
Haha aż się łezka w oku kreci jak to sie czyta :D
Lee nie miałem pojecia że ty też byłeś za to odpowiedzialny wiec spóźnione ale szczere DZIEKUJE!
 

SonAmadik

Moderator Forum
Członek Załogi
Luty 22, 2016
818
1415
158
26
Gdzie ta wodka ktora obiecales?!
Ps. Mam gdsies nagranie z tego slubu.