Pamiętniki Martineza - "Czas się zmienia, są wspomnienia..." - Rozdział 1 część 2.1

Kreator

Stary wyjadacz
Zasłużony
Czerwiec 25, 2017
186
323
108
Pamiętniki Martineza
„Czas się zmienia, są wspomnienia”

Bez pracy nie ma kołaczy

Data: czerwiec 2017r.

Od mojego przyjazdu minęły już prawie tydzień, a przez niemal cały ten czas życie niezbyt mnie rozpieszcza.
Już w pierwszych dniach poczułem na sobie wielki trud pracy, kiedy to od rana do wieczora musiałem rozbijać starym, zużytym kilofem dziesiątki skał, aby zarobić na puszkę fasoli i butelkę wody, gdyż firma prowadząca kopalnię okazała się nie dysponować wystarczającą ilością pieniędzy, a przy okazji była bardzo skąpa. Jak się później okazało, pożałowali nawet zakupu najtańszych rękawic dla pracowników! Normalnie niedorzeczność! Najciekawsza historia była jednak z miejscem do spania. Z racji, że nie miałem dużo pieniędzy, musiałem pocieszyć się tym, co oferował zarząd kopalni – kontenerami…

Ach, kontenery… najwspanialsze miejsce na świecie, można wręcz rzec „pięciogwiazdkowe hotele”, jak to mawia nasz kierownik. W dzień doświadczysz w nich (nie)znośnego ocieplenia klimatu, dzięki któremu będziesz mógł ugotować jajka nawet na talerzu, dokładnie tak jak lubisz: na miękko, twardo oraz w łatwy sposób przygotujesz jajecznicę, albo sadzone.
Ba! I to nawet bez oleju! Tylko trzeba uważać, żeby swoich przy okazji nie ugotować…
W nocy natomiast, po całym dniu ciężkiej pracy orzeźwi cię przeszywający do szpiku kości (nie)przyjemny chłód. Ogólnie (nie)miłe warunki egzystencjalne dla człowieka.

Jednakże pomimo tych świetnych udogodnień kurz, pot i odłamki skał, które kaleczyły moje ręce i nogi, tylko pogarszały sprawę. W kolejnych dniach we znaki zaczęły mi się dawać także pękające pęcherze, które sprawiały ogromny ból przy każdym kolejnym uderzeniu kilofem. Ból był i jest doskwierający, ale jakoś wytrzymuję.

Z resztą, jak już mówią, lepszy rydz, niż nic.
Od czegoś w końcu trzeba zacząć, a żadna praca nie hańbi, zwłaszcza ta fizyczna.

W sumie to muszę powiedzieć, że nawet z tymi wszystkimi „dogodnościami”, polubiłem tę pracę.
Na miejscu wydobycia pojawiam się najczęściej kiedy na niebie nie ma jeszcze słońca, a opuszczam je kiedy zegar na ratuszu wybijał godzinę 22, oczywiście robię sobie przy tym może 2 lub 3 przerwy po 15 minut.
Nie jest to łatwe, ale nie poddaję się, bo w końcu bez pracy nie ma kołaczy.




Światełko w tunelu
Data: czerwiec 2017r.

Od mojego ostatniego wpisu minęło już kilka dni, no i muszę przyznać, że w końcu zaczynam dostrzegać światełko w tunelu. Moja praca stała się bardziej efektywna. Nauczyłem się lepiej wykorzystywać dostępne narzędzia, a stare rękawiczki znalezione przypadkowo za jedną z szafek w moim kontenerze, sprawiły, że pęcherze i odciski mogły się w końcu zagoić, zapobiegając przy tym powstawaniu nowych. Nawet stan mojego portfela uległ polepszeniu, są w nim już jakieś drobiazgi. Ba! Nawet da się znaleźć kilka pogniecionych banknotów. Nasz skąpy zarząd postanowił wynagrodzić moje zaangażowanie, obdarowując mnie małą premią.

Kupno prowiantu nie stanowi już problemu, nawet z tym wychodzę na czysto.
Zacząłem zastanawiać się, czy nie zainwestować zarobionych pieniędzy w nowe, lżejsze i bardziej przewiewne oraz odporne na uszkodzenia ubrania, a w tym plecak i jakieś nakrycie głowy, gdyż prowizoryczna zawijana wokół głowy chusta, nie daje większych rezultatów. Co gorsza, wydaje mi się, że przez nią ludzie patrzą na mnie, jak na jakiegoś araba, który może jeszcze przy okazji zaserwuje im kebaba za półdarmo. Co za żenada…

Ostatecznie jednak zdecydowałem się jeszcze przez kilka dni dozbierać trochę gotówki z wypłacanych dniówek na pełne zrealizowanie tego celu, a w międzyczasie wydałem około kilkuset monet na porządną osełkę, którą w końcu naostrzyłem swój zużyty kilof. Nie był to najprostszy zakup, gdyż zabolał on bardzo mój portfel, nawet pomimo lepszej sytuacji, ale jak się niedługo potem okazało, była to bardzo trafiona decyzja. Skały rozpadają się jedna po drugiej, zupełnie jakby ktoś rzucał w nie potkami z osłabieniem V, rodem z Minecrafta. Rozbijanie rud zamieniło się w taniec, w którym rytm wyznaczają kolejne uderzenia kilofa. Uczciwie mogę rzecz, że odkąd tu pracowałem, praca nie sprawiała mi tak wiele przyjemności i nie była tak lekka i prosta! Naprawdę!

A to nie koniec profitów. Koledzy z zawodu, moi teammaci, jak to można ładnie po angielsku rzec, podłapali pomysł, ale że nie chcieli wydawać pieniędzy na własne osełki, gdyż wiadomo, sytuacja finansowa większości pracowników, była gorzej niż opłakana, pytali się, czy nie mogą skorzystać z mojej. Oczywiste jest to, że bez większego namysłu im na to pozwalałem. W końcu pomagać trzeba, zwłaszcza kolegom z pracy, no ale… no… wiadomo… oczywiście nie za darmo, w końcu w każdym z nas jest ukryty mały "dusigroszek", który potrafi dać o sobie znać w najmniej spodziewanym momencie ;).

Od każdego z nich brałem skromną opłatę kilkunastu lub kilkudziesięciu monet, w zależności od stopnia zużycia kilofa, no i powiem szczerze, że tak szybko jeszcze nie zarabiałem. Już myślałem, czy nie nagrać poradnika na YouTuba, pt. „Jak robić, żeby się nie narobić - metoda na "dusigroszka" (100% no clickbait!)”, ale przypomniałem sobie, że nie stać mnie jeszcze na dobrą kamerę, a ta w moim starym telefonie jest najzwyczajniej w świecie uszkodzona.

Ostatecznie w 3 dni zarobiłem więcej, niż przez cały tydzień roboty.
To było niesłychane, ale i postawiło mnie w całkiem nowej sytuacji finansowej i otworzyło wiele drzwi.

Moje dotychczasowe plany, mogą w końcu doczekać się urzeczywistnienia.
Tak więc jutrzejszym sobotnim porankiem, wyruszam do miasta, zaopatrzyć się w nowy osprzęt.


~ P. M.

Wszelkie prawa do przerabiania, kopiowania, publikowania oraz podpisywania się pod powyższym tekstem, są zastrzeżone przez autora.




Notatka od autora
A więc tak... z miejsca chciałbym was przeprosić za to, że tak długo musieliście czekać na tę część, i najprawdopodobniej będziecie musieli czekać jeszcze nie raz na następne, z racji, że nie zawsze mam czas, wenę i chęć na tworzenie kolejnych epizodów tej historii (dodam, że ciągle wymyślam ją na spontanie, a więc trzeba też przy tym trochę pomyśleć. Szok, co nie? o_O). Postaram się to trochę poprawić i wypuszczać następne części, nie robiąc tak dużych odstępów czasowych pomiędzy nimi (bynajmniej nie bez wcześniejszego poinformowania was o tym pod którąś z przyszłych części ;)).

Dobrze, to o co ja tu jeszcze miałem... a no tak. Za to mogę wam otwarcie powiedzieć, że część 2.2 pojawi się na dniach, gdyż już mam jej zamysł, jak i kilku następnych części. Teraz muszę to tylko fajnie przełożyć na papier... elektroniczny oczywiście :p.

No cóż, to tyle ode mnie!
Trzymajcie się i wyczekujcie następnej części. Podpowiem wam tylko, że ukaże się ona dokładnie o godzinie 18:00, ale dokładnego dnia wam nie podam, przypomnę tylko, że pojawi się ona na dniach (no chyba, że ktoś znajdzie wskazówkę dotyczącą tego dnia w powyższym tekście). Zostawię wam tę nutkę niepewności i mam nadzieję, że będziecie mieli bynajmniej chwilę zabawy, poszukując owej wskazówki :cool:.

W takim razie żegnam się i pozdrawiam was wszystkich bardzo serdecznie!
Powodzenia w poszukiwaniu wskazówki i do usłyszenia w następnej części! ;)
 
Ostatnia edycja: