Pamiętniki Martineza - "Czas się zmienia, są wspomnienia..." - Rozdział 1 część 1

Kreator

Stary wyjadacz
Zasłużony
Czerwiec 25, 2017
186
323
108
Pamiętniki Martineza
„Czas się zmienia, są wspomnienia…”

Pierwsze kroki

Data: nieznana

Stało się, przybyłem.
Stanąłem przed wjazdem do miasta.
Cisza wypełniała puste i spokojne ulice, a promienie porannego słońca przebijały się przez gęstą mgłę,
delikatnie muskając moją zwilżoną twarz.
Przyjemne ciepło wypełniało moje ciało, czułem spokój.
Ulice przede mną mieniły się we wszystkich kolorach tęczy, niczym wysadzane diamentami dywany.
Nowe życie stanęło przede mną otworem.
Nie znałem nikogo, nikt nie znał mnie. Wkroczyłem do miasta…

-|-
Nie minęło wiele czasu, gdy trafiłem na przypadkowego przechodnia - mężczyznę średniego wzrostu, mniej więcej w moim wieku, który wskazał mi drogę do urzędu, abym mógł dowiedzieć się przydatnych dla nowoprzybyłych informacji. Po drodze podziwiałem widok budzącego się dopiero miasta. Co chwila mijałem piękne i potężne drzewa oraz budynki. Widok był zachwycający, co jeszcze bardziej upewniło mnie co do decyzji przeprowadzenia się tutaj.

Po chwili dotarłem na miejsce. Otworzyłem duże, zdobione drzwi. Sala była olbrzymia, a w powietrzu unosił się zapach wanilii. Na zwieńczeniu sufitu wisiał piękny, majestatyczny żyrandol, od którego bił majestatyczny blask. Głęboką ciszę przerywały moje skromne kroki. Przede mną stały drzwi do biura burmistrza miasta. Zapukałem, po czym niepewnym ruchem sięgnąłem do mosiężnej klamki i otworzyłem drzwi.

W moją twarz buchnęła chmura gęstego dymu. Po jej rozproszeniu zauważyłem siedzącego za biurkiem mężczyznę, który najwidoczniej po zorientowaniu się, że ktoś wchodzi, pospiesznie chował coś do swojego biurka. Wtedy też w moje uszy wpadły jego słowa: „Witaj przybyszu! Co sprowadza cię w nasze skromne progi?”. Był to postawny czarnoskóry jegomość, ubrany w elegancki czarny garnitur, palący cygaro. Jednakże moją uwagę przykuł jego wielki cylinder, również w kolorze garnituru oraz widoczny z daleka biały podkręcany wąs. Po chwili zadumy, otrząsnąłem się i odpowiedziałem mu, że zamierzam osiedlić się w tym mieście i potrzebuję pomocy, gdyż nie znam w ogóle tego miejsca i nie wiem gdzie się zatrudnić, aby zarobić na życie, a stan portfela nie wygląda najlepiej.

Mężczyzna powolnie zmierzył mnie wzrokiem, po czym uśmiechnął się i rzekł: „Dobrze trafiłeś. Jestem burmistrzem tego miasta. Chętnie udzielę ci pomocy i rady.”. Po tych słowach dał mi mapę całego stanu wraz z okolicznymi miastami i zaznaczonymi ważnymi lokalizacjami takimi jak miejsca pracy i sklepy. Udzielił mi on także rady co do wyboru pracy oraz obdarował mnie prowiantem i kilkuset złotymi na zakup potrzebnych do pracy narzędzi.

Po krótkiej rozmowie i zadaniu jeszcze kilku pytań zadowolony, wziąłem ze sobą wszystkie podarunki oraz opuściłem biuro i podążyłem w stronę wyjścia, aby udać się do wybranego przeze mnie miejsca pracy - do kopalni.

Zamykając za sobą drzwi urzędu odetchnąłem z ulgą, gdyż mimo wszystko była to rozmowa z najważniejszą osobą w mieście i bałem się, aby nie wypaść źle. Na szczęście wszystko się udało, a ja w końcu wiedziałem, co ze sobą zrobić. Kiedy kończyłem tak zbierać myśli, w moje uszy wpadł nagle głośny pisk opon. Obejrzałem się, aby zobaczyć skąd on dobiegał. Wtedy moim oczom ukazało się potężne czarne auto, które z wielkim impetem skręciło w ulicę, na której się znajdowałem. Miało ono zakryte tablice rejestracyjne oraz przyciemniane szyby, jednakże byłem pewny, że nie był to pojazd policyjny. Kiedy przejeżdżało obok mnie, lekko zwolniło. Spostrzegłem, że jedna z osób siedzących w środku, a dokładniej kierowca, obrócił głowę w moją stroną. Choć ten moment trwał zaledwie chwilę, zdołałem dostrzec jego ledwo widoczną, zamaskowaną twarz oraz ten nieludzki, złowieszczy wzrok skierowany prosto na mnie. Ewidentnie przyglądał mi się. Moje serce zaczęło bić szybciej, kilka kropel potu spłynęło z mojej skroni, zamarłem. Po tym jednak auto najzwyczajniej w świecie pojechało dalej, aby znów skręcić z piskiem w kolejną ulicę. Przeszedł mnie zimny dreszcz…

Zmieszany całą sprawą postanowiłem usiąść na ławce w pobliskim parku oraz odetchnąć, a przy okazji zapisać w moim notatniku wszystkie powyższe wydarzenia, które mi się dzisiaj przytrafiły. Właśnie dojadam kanapkę oraz dopijam kawę otrzymane od burmistrza. Wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy mam już spakowane przy sobie.

Kończę ten wpis i ruszam w stronę kopalni.


~ P. M.


Wszelkie prawa do przerabiania, kopiowania, publikowania oraz podpisywania się pod powyższym tekstem, są zastrzeżone przez autora.
 
Ostatnia edycja:

Krecik

Stary wyjadacz
Kwiecień 10, 2019
181
31
53
Pamiętniki Martineza
„Czas się zmienia, są wspomnienia…”

Pierwsze kroki

Data: nieznana

Stało się, przybyłem.
Stanąłem przed wjazdem do miasta.
Cisza wypełniała puste i spokojne ulice, a promienie porannego słońca przebijały się przez gęstą mgłę,
delikatnie muskając moją zwilżoną twarz.
Przyjemne ciepło wypełniało moje ciało, czułem spokój.
Ulice przede mną mieniły się we wszystkich kolorach tęczy, niczym wysadzane diamentami dywany.
Nowe życie stanęło przede mną otworem.
Nie znałem nikogo, nikt nie znał mnie. Wkroczyłem do miasta…

-|-
Nie minęło wiele czasu, gdy trafiłem na przypadkowego przechodnia - mężczyznę średniego wzrostu, mniej więcej w moim wieku, który wskazał mi drogę do urzędu, abym mógł dowiedzieć się przydatnych dla nowoprzybyłych informacji. Po drodze podziwiałem widok wstającego dopiero miasta. Co chwila mijałem piękne i potężne drzewa oraz budynki. Widok mnie zachwycał, co jeszcze bardziej upewniło mnie co do mojej decyzji przeprowadzenia się tutaj.

Po chwili dotarłem na miejsce. Otworzyłem duże, zdobione drzwi. Sala była olbrzymia, a w powietrzu unosił się zapach wanilii. Na zwieńczeniu sufitu wisiał piękny żyrandol, od którego bił majestatyczny blask. Głęboką ciszę przerywały moje skromne kroki. Przede mną stały drzwi do biura burmistrza miasta. Zapukałem, po czym niepewnym ruchem sięgnąłem do mosiężnej klamki i otworzyłem drzwi.

W moją twarz buchła chmura gęstego dymu. Po jej rozproszeniu zauważyłem siedzącego za biurkiem mężczyznę, który najwidoczniej po zobaczeniu, że ktoś wchodzi, pospiesznie chował coś do swojego biurka. Powitał mnie on słowami: „Witaj przybyszu! Co sprowadza cię w nasze skromne progi?”. Był to postawny czarnoskóry jegomość, ubrany w elegancki czarny garnitur, palący cygaro. Jednakże moją uwagę przykuł jego wielki cylinder, również w kolorze garnituru oraz widoczny z daleka biały podkręcany wąs. Po chwili zadumy, otrząsnąłem się i odpowiedziałem mu, że zamierzam osiedlić się w tym mieście i potrzebuję pomocy, gdyż nie znam w ogóle tego miejsca i nie wiem gdzie się zatrudnić, aby zarobić na życie, a stan portfela nie wygląda najlepiej.

Mężczyzna powolnie zmierzył mnie wzrokiem, po czym uśmiechnął się i rzekł: „Dobrze trafiłeś. Jestem burmistrzem tego miasta. Chętnie udzielę ci pomocy i rady.”. Po tych słowach dał mi mapę całego stanu wraz z okolicznymi miastami i zaznaczonymi ważnymi lokalizacjami takimi jak miejsca pracy i sklepy. Udzielił mi on także rady co do wyboru pracy oraz obdarował mnie prowiantem i kilkuset złotymi na zakup potrzebnych do pracy narzędzi.

Po krótkiej rozmowie i zadaniu jeszcze kilku pytań zadowolony, wziąłem ze sobą wszystkie podarunki oraz opuściłem biuro i podążyłem w stronę wyjścia, aby następnie udać się do wybranego przeze mnie miejsca pracy - do kopalni.

Zamykając za sobą drzwi urzędu odetchnąłem z ulgą, gdyż mimo wszystko była to rozmowa z najważniejszą osobą w mieście i bałem się, aby nie wypaść źle. Na szczęście wszystko się udało, a ja w końcu wiedziałem, co ze sobą zrobić. Kiedy kończyłem tak zbierać myśli w moje uszy wpadł nagle głośny pisk opon. Obejrzałem się, aby zobaczyć skąd on dobiegał. Wtedy moim oczom ukazało się potężne czarne auto, które z wielkim impetem skręciło w ulicę, na której się znajdowałem. Miało ono zakryte tablice rejestracyjne oraz przyciemniane szyby, jednakże byłem pewny, że nie był to pojazd policyjny. Kiedy przejeżdżało obok mnie, lekko zwolniło. Spostrzegłem, że jedna z osób siedzących w środku, a dokładniej kierowca, obrócił głowę w moją stroną. Choć ten moment trwał zaledwie chwilę, zdołałem dostrzec jego ledwo widoczną, zamaskowaną twarz oraz ten nieludzki, złowieszczy wzrok skierowany prosto na mnie. Ewidentnie przyglądał się mi. Po tym auto najzwyczajniej w świecie pojechało dalej, aby znów skręcić z piskiem w kolejną ulicę.

Zmieszany całą sprawą postanowiłem usiąść na ławce w pobliskim parku oraz zapisać w moim notatniku wszystkie powyższe wydarzenia, które mi się dzisiaj przytrafiły. Właśnie dojadam kanapkę oraz dopijam kawę otrzymane od burmistrza. Wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy mam już spakowane przy sobie.

Kończę ten wpis i ruszam w stronę kopalni.


~ P. M.
Piękne
 

Wiktor Nowak

Stary wyjadacz
Październik 11, 2018
1186
598
198
10
vvvv
Pamiętniki Martineza
„Czas się zmienia, są wspomnienia…”

Pierwsze kroki

Data: nieznana

Stało się, przybyłem.
Stanąłem przed wjazdem do miasta.
Cisza wypełniała puste i spokojne ulice, a promienie porannego słońca przebijały się przez gęstą mgłę,
delikatnie muskając moją zwilżoną twarz.
Przyjemne ciepło wypełniało moje ciało, czułem spokój.
Ulice przede mną mieniły się we wszystkich kolorach tęczy, niczym wysadzane diamentami dywany.
Nowe życie stanęło przede mną otworem.
Nie znałem nikogo, nikt nie znał mnie. Wkroczyłem do miasta…

-|-
Nie minęło wiele czasu, gdy trafiłem na przypadkowego przechodnia - mężczyznę średniego wzrostu, mniej więcej w moim wieku, który wskazał mi drogę do urzędu, abym mógł dowiedzieć się przydatnych dla nowoprzybyłych informacji. Po drodze podziwiałem widok wstającego dopiero miasta. Co chwila mijałem piękne i potężne drzewa oraz budynki. Widok mnie zachwycał, co jeszcze bardziej upewniło mnie co do mojej decyzji przeprowadzenia się tutaj.

Po chwili dotarłem na miejsce. Otworzyłem duże, zdobione drzwi. Sala była olbrzymia, a w powietrzu unosił się zapach wanilii. Na zwieńczeniu sufitu wisiał piękny żyrandol, od którego bił majestatyczny blask. Głęboką ciszę przerywały moje skromne kroki. Przede mną stały drzwi do biura burmistrza miasta. Zapukałem, po czym niepewnym ruchem sięgnąłem do mosiężnej klamki i otworzyłem drzwi.

W moją twarz buchła chmura gęstego dymu. Po jej rozproszeniu zauważyłem siedzącego za biurkiem mężczyznę, który najwidoczniej po zobaczeniu, że ktoś wchodzi, pospiesznie chował coś do swojego biurka. Powitał mnie on słowami: „Witaj przybyszu! Co sprowadza cię w nasze skromne progi?”. Był to postawny czarnoskóry jegomość, ubrany w elegancki czarny garnitur, palący cygaro. Jednakże moją uwagę przykuł jego wielki cylinder, również w kolorze garnituru oraz widoczny z daleka biały podkręcany wąs. Po chwili zadumy, otrząsnąłem się i odpowiedziałem mu, że zamierzam osiedlić się w tym mieście i potrzebuję pomocy, gdyż nie znam w ogóle tego miejsca i nie wiem gdzie się zatrudnić, aby zarobić na życie, a stan portfela nie wygląda najlepiej.

Mężczyzna powolnie zmierzył mnie wzrokiem, po czym uśmiechnął się i rzekł: „Dobrze trafiłeś. Jestem burmistrzem tego miasta. Chętnie udzielę ci pomocy i rady.”. Po tych słowach dał mi mapę całego stanu wraz z okolicznymi miastami i zaznaczonymi ważnymi lokalizacjami takimi jak miejsca pracy i sklepy. Udzielił mi on także rady co do wyboru pracy oraz obdarował mnie prowiantem i kilkuset złotymi na zakup potrzebnych do pracy narzędzi.

Po krótkiej rozmowie i zadaniu jeszcze kilku pytań zadowolony, wziąłem ze sobą wszystkie podarunki oraz opuściłem biuro i podążyłem w stronę wyjścia, aby następnie udać się do wybranego przeze mnie miejsca pracy - do kopalni.

Zamykając za sobą drzwi urzędu odetchnąłem z ulgą, gdyż mimo wszystko była to rozmowa z najważniejszą osobą w mieście i bałem się, aby nie wypaść źle. Na szczęście wszystko się udało, a ja w końcu wiedziałem, co ze sobą zrobić. Kiedy kończyłem tak zbierać myśli w moje uszy wpadł nagle głośny pisk opon. Obejrzałem się, aby zobaczyć skąd on dobiegał. Wtedy moim oczom ukazało się potężne czarne auto, które z wielkim impetem skręciło w ulicę, na której się znajdowałem. Miało ono zakryte tablice rejestracyjne oraz przyciemniane szyby, jednakże byłem pewny, że nie był to pojazd policyjny. Kiedy przejeżdżało obok mnie, lekko zwolniło. Spostrzegłem, że jedna z osób siedzących w środku, a dokładniej kierowca, obrócił głowę w moją stroną. Choć ten moment trwał zaledwie chwilę, zdołałem dostrzec jego ledwo widoczną, zamaskowaną twarz oraz ten nieludzki, złowieszczy wzrok skierowany prosto na mnie. Ewidentnie przyglądał się mi. Moje serce zaczęło bić szybciej, kilka kropel potu spłynęło z mojej skroni, zamarłem. Po tym jednak auto najzwyczajniej w świecie pojechało dalej, aby znów skręcić z piskiem w kolejną ulicę. Przeszedł mnie zimny dreszcz…

Zmieszany całą sprawą postanowiłem usiąść na ławce w pobliskim parku oraz zapisać w moim notatniku wszystkie powyższe wydarzenia, które mi się dzisiaj przytrafiły. Właśnie dojadam kanapkę oraz dopijam kawę otrzymane od burmistrza. Wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy mam już spakowane przy sobie.

Kończę ten wpis i ruszam w stronę kopalni.


~ P. M.
GDZIE SA FILTRY PO 1k?!
 
  • Lubię to!
Reactions: Ojciec Mateusz

Kreator

Stary wyjadacz
Zasłużony
Czerwiec 25, 2017
186
323
108
O! Maśniutko się czyta. Cieszę sie że wychodzisz z inicjatywą do tworzenia czegoś co pozwoli umilić sobie chwilę. Pozdrawiam cieplutko i powodzenia na dalszej drodze oraz samych sukcesów życzę.
Dzięki wielkie! ;)
Mogę powiedzieć ci tyle, że będzie z tego bardzo ciekawa i z czasem pełna akcji historia i przede wszystkim długa, a więc będzie można sobie umilić bardzo dużo chwil i zobaczyć przy okazji realne postacie z RP w nieco innych odsłonach (jak mogłeś już zauważyć w sumie sam w tej części :p)

Był to postawny czarnoskóry jegomość, ubrany w elegancki czarny garnitur, palący cygaro. Jednakże moją uwagę przykuł jego wielki cylinder, również w kolorze garnituru oraz widoczny z daleka biały podkręcany wąs.
Tu masz cytat. Wiesz doskonale kogo to opis. Jest on napisany tak, że tylko starsi gracze, którzy pamiętają tę osobę będą wiedzieli o kogo chodzi. :cool:
A mam naprawdę wielkie plany co do tej postaci. Z czasem będzie ona jedną z najważniejszych, ale nie będę robił większych spoilerów. ;)

Po jej rozproszeniu zauważyłem siedzącego za biurkiem mężczyznę, który najwidoczniej po zobaczeniu, że ktoś wchodzi, pospiesznie chował coś do swojego biurka.
Ciekawe, co ten burmistrz tam chował w sumie, co nie? Czy to oby na pewno była w pełni legalna rzecz?... :cool:
I nie, to wcale nie jest spoiler, no co ty, jak mogłeś tak pomyśleć... to tylko czysta spekulacja, mówiłem przecież, że nie będę robił (większych), prawda? :smirk::relieved:
 
Ostatnia edycja:

Knykciu197

Stary wyjadacz
Wrzesień 27, 2017
2075
1674
218
17
Kluczbork
Czarnoskóry mężczyzna z białym podkręconym wąsem, jeżeli fabuła ma uwzględniać faktycznych graczy jako bohaterów to nie mogę się doczekać jakiegoś większego spotkania z grupą przestępczą a tym bardziej z szeryfem <3
 
  • Lubię to!
Reactions: Kreator

Kreator

Stary wyjadacz
Zasłużony
Czerwiec 25, 2017
186
323
108
Czarnoskóry mężczyzna z białym podkręconym wąsem, jeżeli fabuła ma uwzględniać faktycznych graczy jako bohaterów to nie mogę się doczekać jakiegoś większego spotkania z grupą przestępczą a tym bardziej z szeryfem <3
Wiesz co? W sumie ja też nie mogę się doczekać xDD
Ale najpierw muszę to stworzyć niestety :tearsofjoy:
 

:) _ViHi_ (:

Stary wyjadacz
Styczeń 29, 2018
770
310
118
13
Poland
Klan
Kin.Ger
Tak szczerze to nigdy nie przeczytałem żadnej lektury xD
Ale jak by ta historia Martineza miała z 300 stron to bym to całe przeczytał. Kozackie :)
 

Lee Everet

Stary wyjadacz
Czerwiec 26, 2017
540
546
158
Fenomenalne, przyjemnie się czyta, szkoda tylko, że takie krótkie. Z niecierpliwieniem czekam na drugą część!
 
  • Lubię to!
Reactions: :) _ViHi_ (: