Historia z RP - Posterunkowy Jacob Green - Rozdział 1 cz.7

Lee Everet

Stary wyjadacz
Czerwiec 26, 2017
540
546
158
Michał „Grom” Wawrzyniak siedział w swoim biurze, przy swoim biurku w departamencie policji. Wyglądał na zdenerwowanego i przytłoczonego. Ramieniem i uchem przetrzymywał jeden telefon, drugi przykładał swoją ręką do drugiego ucha, a swoją wolną ręka pisał na zmianę na komputerze i na kartce. Jego biuro było w kompletnym syfie. Wszędzie były porozwalane jakieś teczki, kartki, spinacze, długopisy, mini kartki i inne takie.

- Halo proszę pani? Co się u pani dzieje? - Powiedział do jednego telefonu Michał. - Co? Nie to nie do pana.... Słucham? Tak tak już wysyłam patrol. Co? Nie to nie do pana! Tak wiem że jest pani panią, ale-... ale proszę pana proszę tak się do mnie nie odzywać!... Czekaj co?... Proszę panią, kolejny atak terrorystyczny? Gdzie? Przy komisariacie? Wyślę kolejny patrol... Czekaj? Za chwilę panu też wyślę patrol. Ej paniusiu, jeszcze jedno słowo i za chwilę nikogo do pani nie przyślę! EJ, NIECH PAN SIĘ PRZYSTANIE DRZEĆ! CO? JAK!? NIE?! SŁUCHAM?!... PRZESTAŃCIE!
- Panie Michale?...
- CZEGO?! - krzyknął Grom.
- Bo kolejny patrol potrzebny jest... natychmiastowo... - zaczął nieśmiało jakiś świeży policjant, który stał w drzwiach biura Groma. Miał na sobie nowiusieńki, nawet nie upaćkany żadnym sosem, mundur policyjny z odznaką na prawej piersi
- ARGH!..... To wyślijcie kogoś, Jack Haimer'a na przykład... - Powiedział Michał łapiąc się za czoło.
- Problem jest taki, że już nikogo odpowiedniego do patrolu już nie ma...
- Co? Przecież nawet ty jesteś!
- Tylko że ja, ani żaden z innych obecnych tu policjantów nie pracujemy tu dłużej niż dwa miesiące...
- A co ma to do patrolu?!
- Nie czytał pan najnowszego punktu regulaminu? Został wczoraj dodany. Zgodnie z nim na patrole mogą zostań wysłani policjanci z co najmniej trzy-miesięcznym stażem, w wyjątkowych sytuacjach z dwu-miesięcznym.
- No ale nie ma nikogo z dwumiesięcznym doświadczeniem?!
- Oprócz pana to nikt...
- URHG!.... To ja pojadę. Wy zajmijcie się zgłoszeniami i powiadomcie innych gdzie trzeba pojechać.
- Tak jest sir!
- I ogarnijcie tutaj. Jak wrócę ma tutaj czekać na mnie kawa z mlekiem. Zrozumiano?
- Oczywiście!
Jak tylko młodszy policjant zasalutował, Michał wyszedł ze swojego gabinetu zabierając ze sobą swoją kurtkę, torbę i blountforca. Trzasnął drzwiami. Nowy posterunkowy przez dłuższą chwilę nic nie zrobił. Tylko stał w miejscu. Przystawił ucho do ściany. Kroki ucichły. Potem delikatnie uchylił drzwi i sprawdził czy kogoś nie ma w korytarzu. Pusto. Kilka chwil później usłyszał jak wóz policyjny z piskiem opuszcza departament. Uśmiechnął się. Powolnym ruchem ręki sięgnął po krótkofalówkę i powiedział:
- Szefie, nikogo już tu nie ma. Departament jest już pod naszą całkowitą kontrolą. Są tu tylko nasi agenci. Czy zaczynać już pierwszą fazę operacji "Zwrot"?... Rozumiem.... Niezwłocznie szefie, niezwłocznie...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Powoli wstawało słońce, a ten sam radiowóz z tymi samymi pasażerami wracał tą samą drogą do Boruty. Jednak tym razem to Jacob prowadził. Nad terenem unosiła się lekka mgiełka a rosa spowiła wszystkie rośliny. Posterunkowy Green w swojej głowie przetwarzał wszystko co powiedział Mikke.
- "Dokąd te akcje sięgają? Czy jest w to zamieszany rząd naszego kraju? Po co miałby to robić? A co dałby FM tej organizacji? Kto za nią stoi? Jaki jest ich cel?" - myślał pan Green.
Po chwili jednak zauważył, że Alexy coś za długo się nie odzywa. Zwykle skomentowałby jakkolwiek taką sytuację. Jacob kątem oka spojrzał się na swojego szefa. Patrzył za okno. Jedną ręką opierał swoją brodę. Kiedy posterunkowy Green obejrzał się za siebie zobaczył jakiś alkohol z tyłu radiowozu.
- "Pewnie jest trochę tym przytłoczony. Jako szef ma dużo na głowie... Chyba wiem co mu poprawi humor..." - pomyślał kierowca.
Po omacku wolną ręką sięgnął po butelkę i powiedział:
- Alexy zobacz co znalazłem! - Po czym przeczytał jej skład. – 10 procentowa. Może nie najlepsza ale nadal! Przynajmniej będę mógł prowadzić auto. Dawaj po łyczku!
- Nie mam ochoty...
Kiedy szef policji to powiedział to radiowóz z piskiem opon zachmował a Alexy prawie rozbił sobie czoło o szybę. Kiedy jego mózg już przyswoił informację, że o mało nie zginął wykrzyknął:
- Co do huja?! Co ty robisz człowieku?!
- Nie wierzę, Alexy nie ma ochoty na alkohol... HAHAHA NIE WIERZĘ! - Odpowiedział i zaczął się śmiać tak głośno i donośnie, że szyby zaczęły się trząść.
- Co w tym śmiesznego kurwa?! Mogliśmy zginąć ty imbecylu!
- Na wszystko co z procentem, ten żart wyszedł ci lepiej niż jakikolwiek inny! HA!
- Czy ty kurwa zdajesz sobie sprawę co właśnie zrobiłeś?! CZY TO ROZUMIESZ W TYM SWOIM PUSTYM ŁBIE?! - Złapał go za kołnierz. Jacob w tej chwili zdał sobie sprawę, że spojrzenie Alex'ego świadczyło o tym, że jego wkurwomierz wychodzi po za skalę. Z przerażeniem patrzył się na jego grymas twarzy. Gorzej niż gdyby ojciec za zadrapanie jego auta miał ci zaraz spuścić lańsko na dupsko. - KURWA, CZY TY WIESZ CO TERAZ ROBIMY?! BYĆ MOŻE RATUJEMY WŁAŚNIE W TYM MOMENCIE CAŁY JEBANY KRAJ I JESTEŚMY W TYM KURWA SAMI! JAPIERDOLE, O CZYM JA MÓWIĘ?! MOŻE NAWET KURWA ŚWIAT! A TY JESTEŚ JAK CAŁA RESZTA! MYŚLISZ ŻE NIBY NIE SŁYSZĘ CO MÓWICIE ZA SWOIMI PLECAMI HĘ?! DUPOLIZACZ DZONEGO, NIEUDACZNIK ŻYCIOWY, ALKOHOLIK, MENEL, ZJEBANY SZEF, OKROPNY POLICJANT, SPIĘTY POSTERUNKOWY I GÓWNO WARTY CZŁOWIEK! - Wykrzyczał prosto w twarz Jacob i go puścił. Zaczął bardzo szybko oddychać i ścierać pot z czoła. Był cały czerwony, jednak kontynuował.
- Chuja wiesz o życiu.... i o pracy szefa krawężników. Myślisz że łatwo być mną? Gówno prawda... Każdego jebanego dnia... zakładam maskę.... aby utrzymać jakikolwiek.... porządek.... mimo że zatracam siebie i się niszczę..... poświęciłem dużo aby inni mogli żyć.... częścią dorastania jest robienie wszystkiego dla dobra ludzi.... na których nam zależy nawet, jeśli to znaczy.....że będziemy musieli skrzywdzić kogoś innego. [Swoją drogą tutaj jest mały smaczek i jeżeli ktoś mi powie skąd ten cytat i z czyich ust to dostanie lajkacza].
W tym momencie po policzku Alexego spłynęła mulatka łza, w której był jego wszystkie emocje, od czasu kiedy stał się szefem policji. Mimo że była malutka, swoją zawartością pozwoliłaby wypełnić całe oceany. Szczerze? Nie wiem co w niej było...
Jacob siedział w wielkim szoku... Pierwszy raz zobaczył go od strony... ludzkiej? Na to wyglądało. Przez jego głowę przewijały się wszystkie sytuację związane z mejdim. Kiedy pomyślał głębiej, niektóre niezrozumiałe sytuacje teraz zyskiwały sens.
- "Chyba...chyba każdy potrzebuje być człowiekiem... nawet przez chwilę..." - pomyślał.
- Alexy... - zaczął niepewnie pan Green. - Masz rację. Nie powinienem był tego robić. Komuś mogła stać się krzywda... - Jego towarzysz nic nie mówił. - I powinienem był zauważyć, że nie jesteś sobą... że to co robisz jest z powodu obowiązku służenia innym... i że bycie takim wielkim chujem to też część obowiązku... ale... - Jacob wyciągnął przed siebie rękę jakby chciał żeby Alexy ją uściskał. - Jestem Jacob Thomas Green. Kocham gry wyścigowe oraz wspinanie się na góry. A nienawidzę kiedy ktoś mi szepcze do ucha. (Alexy przez chwilę popatrzył na niego jak na nienormalnego) Zacznijmy od początku... proszę...
Alexy popatrzył na niego wzrokiem, którego nie używał przez... bardzo długi czas. Mimo z pozoru nielogicznej sytuacji, uśmiechnął się pół-prawdziwie i pół-ironicznie i potrząsnął jego dłoń.
- Jestem Alexy. Alexy Flowey i nie lubię jak ludzie mówią mi mejdi. - powiedział.
Nie wiem co powiedzieć o tamtej sytuacji. Jednak wydarzyło się wtedy nie powtarzalnego i pięknego. Sami oceńcie.
- No dobrze Alexy. To gdzie teraz jedziemy? Po FM-a? - Zapytał Jacob jakby pierwszy raz mówił do mejdiego.
- Powiadomiłem już jednego z naszych żeby go poszukał bo po prostu był o wiele bliżej. My teraz pojedziemy na miejsce pewnej strzelaniny, aby tam zainterweniować, zgoda?
- Jasne!... Tylko odkupujesz mi kołnierzyk... - Odpowiedział Jacob po czym oboje zaczęli się śmiać.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W środku miasta policjant Paweł Golec właśnie schował się za śmietnik przed porcją ołowiu lecącą z śmiertelną szybkością w jego stronę. Oddał kilka strzałów osłonowych i znowu się schował po czym odczepił krótkofalówkę i krzyknął:
- Grom, jest to jebane APC?! Gdzie jest jakiekolwiek wsparcie?!
- Sir, wszystkie APC są używane w innych akcjach na terenie całego okręgu, tak samo jak inni funkcjonariusze. Wyślemy do pana posiłki jak tylko będzie można. - Odpowiedział ktoś z drugiej strony, kto nie był Gromem.
- Czekaj co? Po pierwsze kim ty jesteś, bo Grom miał teraz koordynować całą tą akcją, a po drugie Grom powiedział mi, że posiłki będą za chwilę gotowe!
- Bo teeen... noo... mi nic nie wiadomo o żadnych wolnych funkcjonariuszach.... posterunkowy Grom pewnie się pomylił...
-
O czym ty do mnie mówisz człowieku?! Jak Grom miał się pomylić?! Ja tutaj na karku mam dziesięciu ludzi którzy właśnie w tym momencie okradają bank!
-.... Są jakieś.... zakłóce-... wyśle..y.... omoc.... jak... ajszybciej.... *KSZYK*
- Czekaj co? Wyślecie posiłki? Halo? HALO?!... Cholera! - Zaklął się policjant. - No nic, jakoś to wykombinuje... A jak wrócę to dam tym nowych taki opierdol, że do końca życia się nie pozbierają...
W tym momencie z piskiem opon na ulicę wjechał policyjny radiowóz na sygnale i skręcił tak żeby był ustawiony bokiem do atakujących. Wyskoczyli z niego dwaj policjanci, którzy w tym samym momencie rzucili granat gazowy oraz błyskowy w dziesięcioosobową.
Grupka napastników była bardzo zdezorientowana a dławiący dym sprawił że musieli wyjść z ukrycia. Potem policjanci wyjęli paralizatory dalekiego zasięgu i wystrzelili je w stronę napastników. Czterech z nich upadło i zaczęła zwijać się z bólu. Potem posterunkowi wbiegli w dym i swoimi pałkami z pozycji kucającej powalali każdego. Po kilkunastu sekundach już wszyscy leżeli na na ziemi bezbronni, a nad nimi stali mundurowi z wycelowanymi blount'forcami. A Paweł Golec patrzył na to wszystko z opadniętą szczęką.
- Alexy? Jacob? Czy to wy?
- Ja wiem że to ja - Odpowiedział rozbawiony Jacob. - Ale nie jestem pewien czy pan Alexy powiedział mi prawdę.
- Mówiłem prawdę, mam na imię Alexy. - Powiedział szef policji z lekkim uśmiechem na twarzy.
Posterunkowy Paweł nie do końca rozumiał o co chodzi i z zmieszaniem na twarzy skuł wszystkich agresorów i wsadził ich do ciężarówki policyjnej.
- "Coś za łatwo poszło z nimi" - Pomyślał Jacob kiedy ostatni terrorysta wszedł do furgonetki.
- Mówię ci Alexy, ta akcja to jakiś chaos! - Kontynuował rozmowę ze swoim szefem Golec. - Jak jeszcze Grom ją prowadził to było znośnie, ale ten nowy to chyba sam u siebie ma burdel! Miałem dostać wsparcie z APC ale nic takiego nie przyszło. Swoją drogą nie sądziłem że to wy przyjedziecie.
- W sumie to sporadycznie do ciebie przyjechaliśmy, bo o tej strzelaninie usłyszeliśmy przed publiczne radio. Wiesz, ja z Jacobem nie jesteśmy wpisani w akcję bo prowadzimy śledztwo. Nic nie zgłaszałem do centrali. - Odpowiedział Alexy.
- Pewnie dlatego nic o tym nie wiedziałem.
- Prawdopodobnie.
- No dobrze ale dlaczego nie prowadzicie śledztwa?
- Wysłaliśmy na szukanie Jack Haimer'a, swoją drogą coś długo nieodpo-...
- Tutaj Jack Haimer do Alexy'ego odbiór. - Przerwał posterunkowy szefowi. - Udało mi się zlokalizować człowieka FM-a. Prawdopodobnie szybko was do niego zaprowadzi.
- Tutaj Alexy. - Odpowiedział na wezwanie. - Bardzo dobrze. Za chwilę do ciebie pojedzie-...
- Flowey... Musisz to zobaczyć... - Strachliwie zaczął Jacob. Podniósł coś z ziemi, gdzie leżał jeden z terrorystów. Pokazał mejdiemu kopertę z adresem bez podpisu, w której był list. Było na nim napisane:

Rozkaz 65b/05/02/2018

Natychmiast rozpocząć działania dywersyjne w wyznaczonym miejscu. Postępować zgodnie z planem bez zmian. List należy spalić zaraz po przeczytaniu.

Naczelne Dowództwo.


Kiedy pan Green przeczytał owy list dwóm swoim kompanom jeden z przetrzymywanych rzucił się na drzwi i zaczął krzyczeć:
- ZOSTAWCIE TO WY JEBANE PSY, WY KURWY JEDNE, BO JAK NIE TO ZAJEBIĘ WAS JAK NAJWIĘKSZE ŚCIERWA! WY...
Policjanci zignorowali go i odeszli na większą odległość aby móc porozmawiać.
- Akcja dywersyjna? - Zdziwił się Jacob.
- Rozkaz? - Wypalił Golec.
- Naczelne dowództwo? - Powiedział Alexy.
Przez chwile stali w milczeniu. Byli zadziwieni tymi informacjami. W tle padały kolejne wyzwiska jednego z napastników.
- Jacob... - Zaczął mejdi. - Mamy teraz rozwidlenie. Możemy iść po wskazany adres albo jechać po FM-a. Co wybierasz?
Posterunkowy zamyślił się. List mógł być podpuchą zarówno jak FM. Jedno z nich mogło prowadzić do rozwiązania sprawy, a drugi był ewidentnie pułapką.
- Hmmm... zrobimy tak. - Ja z Alexym pojedziemy do FM-a i sprawdzimy czy jest to prawdziwy trop. Za to ty Golec, jak tylko będzie wolna chwila, pojedziesz z kimś jeszcze pod ten adres, chyba że my wcześniej się wyrobimy. Zgoda?
- Zgoda tylko najpierw muszę odstawić tych idiotów do departamentu.
- "Ta sytuacja powoli zaczyna wymykać się spod kontroli" - pomyślał Jacob, po czym wsiadł do radiowozu.
 
Ostatnia edycja:

mejdi

Stary wyjadacz
Policja RP
Sierpień 7, 2015
5023
5077
198
27
Klan
Konfederacja
Jak tylko pozbieram koparę z podłogi to przeczytam chyba po raz drugi :) Świetne!
 
  • Lubię to!
Reactions: Lee Everet

Gogras127

Stary wyjadacz
Wrzesień 30, 2018
675
327
118
Tak wiem powinienem dostać złotą łopatę.
Lee naprawde świetny tekst patrząc na datę tak się zastanawiam, dlaczego nie piszesz kontynuacji? Naprawdę świetne to opowiadanie.
 

Fustion

Stary wyjadacz
Luty 26, 2018
329
101
63
Bałtyk
Michał „Grom” Wawrzyniak siedział w swoim biurze, przy swoim biurku w departamencie policji. Wyglądał na zdenerwowanego i przytłoczonego. Ramieniem i uchem przetrzymywał jeden telefon, drugi przykładał swoją ręką do drugiego ucha, a swoją wolną ręka pisał na zmianę na komputerze i na kartce. Jego biuro było w kompletnym syfie. Wszędzie były porozwalane jakieś teczki, kartki, spinacze, długopisy, mini kartki i inne takie.

- Halo proszę pani? Co się u pani dzieje? - Powiedział do jednego telefonu Michał. - Co? Nie to nie do pana.... Słucham? Tak tak już wysyłam patrol. Co? Nie to nie do pana! Tak wiem że jest pani panią, ale-... ale proszę pana proszę tak się do mnie nie odzywać!... Czekaj co?... Proszę panią, kolejny atak terrorystyczny? Gdzie? Przy komisariacie? Wyślę kolejny patrol... Czekaj? Za chwilę panu też wyślę patrol. Ej paniusiu, jeszcze jedno słowo i za chwilę nikogo do pani nie przyślę! EJ, NIECH PAN SIĘ PRZYSTANIE DRZEĆ! CO? JAK!? NIE?! SŁUCHAM?!... PRZESTAŃCIE!
- Panie Michale?...
- CZEGO?! - krzyknął Grom.
- Bo kolejny patrol potrzebny jest... natychmiastowo... - zaczął nieśmiało jakiś świeży policjant, który stał w drzwiach biura Groma. Miał na sobie nowiusieńki, nawet nie upaćkany żadnym sosem, mundur policyjny z odznaką na prawej piersi
- ARGH!..... To wyślijcie kogoś, Jack Haimer'a na przykład... - Powiedział Michał łapiąc się za czoło.
- Problem jest taki, że już nikogo odpowiedniego do patrolu już nie ma...
- Co? Przecież nawet ty jesteś!
- Tylko że ja, ani żaden z innych obecnych tu policjantów nie pracujemy tu dłużej niż dwa miesiące...
- A co ma to do patrolu?!
- Nie czytał pan najnowszego punktu regulaminu? Został wczoraj dodany. Zgodnie z nim na patrole mogą zostań wysłani policjanci z co najmniej trzy-miesięcznym stażem, w wyjątkowych sytuacjach z dwu-miesięcznym.
- No ale nie ma nikogo z dwumiesięcznym doświadczeniem?!
- Oprócz pana to nikt...
- URHG!.... To ja pojadę. Wy zajmijcie się zgłoszeniami i powiadomcie innych gdzie trzeba pojechać.
- Tak jest sir!
- I ogarnijcie tutaj. Jak wrócę ma tutaj czekać na mnie kawa z mlekiem. Zrozumiano?
- Oczywiście!
Jak tylko młodszy policjant zasalutował, Michał wyszedł ze swojego gabinetu zabierając ze sobą swoją kurtkę, torbę i blountforca. Trzasnął drzwiami. Nowy posterunkowy przez dłuższą chwilę nic nie zrobił. Tylko stał w miejscu. Przystawił ucho do ściany. Kroki ucichły. Potem delikatnie uchylił drzwi i sprawdził czy kogoś nie ma w korytarzu. Pusto. Kilka chwil później usłyszał jak wóz policyjny z piskiem opuszcza departament. Uśmiechnął się. Powolnym ruchem ręki sięgnął po krótkofalówkę i powiedział:
- Szefie, nikogo już tu nie ma. Departament jest już pod naszą całkowitą kontrolą. Są tu tylko nasi agenci. Czy zaczynać już pierwszą fazę operacji "Zwrot"?... Rozumiem.... Niezwłocznie szefie, niezwłocznie...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Powoli wstawało słońce, a ten sam radiowóz z tymi samymi pasażerami wracał tą samą drogą do Boruty. Jednak tym razem to Jacob prowadził. Nad terenem unosiła się lekka mgiełka a rosa spowiła wszystkie rośliny. Posterunkowy Green w swojej głowie przetwarzał wszystko co powiedział Mikke.
- "Dokąd te akcje sięgają? Czy jest w to zamieszany rząd naszego kraju? Po co miałby to robić? A co dałby FM tej organizacji? Kto za nią stoi? Jaki jest ich cel?" - myślał pan Green.
Po chwili jednak zauważył, że Alexy coś za długo się nie odzywa. Zwykle skomentowałby jakkolwiek taką sytuację. Jacob kątem oka spojrzał się na swojego szefa. Patrzył za okno. Jedną ręką opierał swoją brodę. Kiedy posterunkowy Green obejrzał się za siebie zobaczył jakiś alkohol z tyłu radiowozu.
- "Pewnie jest trochę tym przytłoczony. Jako szef ma dużo na głowie... Chyba wiem co mu poprawi humor..." - pomyślał kierowca.
Po omacku wolną ręką sięgnął po butelkę i powiedział:
- Alexy zobacz co znalazłem! - Po czym przeczytał jej skład. – 10 procentowa. Może nie najlepsza ale nadal! Przynajmniej będę mógł prowadzić auto. Dawaj po łyczku!
- Nie mam ochoty...
Kiedy szef policji to powiedział to radiowóz z piskiem opon zachmował a Alexy prawie rozbił sobie czoło o szybę. Kiedy jego mózg już przyswoił informację, że o mało nie zginął wykrzyknął:
- Co do huja?! Co ty robisz człowieku?!
- Nie wierzę, Alexy nie ma ochoty na alkohol... HAHAHA NIE WIERZĘ! - Odpowiedział i zaczął się śmiać tak głośno i donośnie, że szyby zaczęły się trząść.
- Co w tym śmiesznego kurwa?! Mogliśmy zginąć ty imbecylu!
- Na wszystko co z procentem, ten żart wyszedł ci lepiej niż jakikolwiek inny! HA!
- Czy ty kurwa zdajesz sobie sprawę co właśnie zrobiłeś?! CZY TO ROZUMIESZ W TYM SWOIM PUSTYM ŁBIE?! - Złapał go za kołnierz. Jacob w tej chwili zdał sobie sprawę, że spojrzenie Alex'ego świadczyło o tym, że jego wkurwomierz wychodzi po za skalę. Z przerażeniem patrzył się na jego grymas twarzy. Gorzej niż gdyby ojciec za zadrapanie jego auta miał ci zaraz spuścić lańsko na dupsko. - KURWA, CZY TY WIESZ CO TERAZ ROBIMY?! BYĆ MOŻE RATUJEMY WŁAŚNIE W TYM MOMENCIE CAŁY JEBANY KRAJ I JESTEŚMY W TYM KURWA SAMI! JAPIERDOLE, O CZYM JA MÓWIĘ?! MOŻE NAWET KURWA ŚWIAT! A TY JESTEŚ JAK CAŁA RESZTA! MYŚLISZ ŻE NIBY NIE SŁYSZĘ CO MÓWICIE ZA SWOIMI PLECAMI HĘ?! DUPOLIZACZ DZONEGO, NIEUDACZNIK ŻYCIOWY, ALKOHOLIK, MENEL, ZJEBANY SZEF, OKROPNY POLICJANT, SPIĘTY POSTERUNKOWY I GÓWNO WARTY CZŁOWIEK! - Wykrzyczał prosto w twarz Jacob i go puścił. Zaczął bardzo szybko oddychać i ścierać pot z czoła. Był cały czerwony, jednak kontynuował.
- Chuja wiesz o życiu.... i o pracy szefa krawężników. Myślisz że łatwo być mną? Gówno prawda... Każdego jebanego dnia... zakładam maskę.... aby utrzymać jakikolwiek.... porządek.... mimo że zatracam siebie i się niszczę..... poświęciłem dużo aby inni mogli żyć.... częścią dorastania jest robienie wszystkiego dla dobra ludzi.... na których nam zależy nawet, jeśli to znaczy.....że będziemy musieli skrzywdzić kogoś innego. [Swoją drogą tutaj jest mały smaczek i jeżeli ktoś mi powie skąd ten cytat i z czyich ust to dostanie lajkacza].
W tym momencie po policzku Alexego spłynęła mulatka łza, w której był jego wszystkie emocje, od czasu kiedy stał się szefem policji. Mimo że była malutka, swoją zawartością pozwoliłaby wypełnić całe oceany. Szczerze? Nie wiem co w niej było...
Jacob siedział w wielkim szoku... Pierwszy raz zobaczył go od strony... ludzkiej? Na to wyglądało. Przez jego głowę przewijały się wszystkie sytuację związane z mejdim. Kiedy pomyślał głębiej, niektóre niezrozumiałe sytuacje teraz zyskiwały sens.
- "Chyba...chyba każdy potrzebuje być człowiekiem... nawet przez chwilę..." - pomyślał.
- Alexy... - zaczął niepewnie pan Green. - Masz rację. Nie powinienem był tego robić. Komuś mogła stać się krzywda... - Jego towarzysz nic nie mówił. - I powinienem był zauważyć, że nie jesteś sobą... że to co robisz jest z powodu obowiązku służenia innym... i że bycie takim wielkim chujem to też część obowiązku... ale... - Jacob wyciągnął przed siebie rękę jakby chciał żeby Alexy ją uściskał. - Jestem Jacob Thomas Green. Kocham gry wyścigowe oraz wspinanie się na góry. A nienawidzę kiedy ktoś mi szepcze do ucha. (Alexy przez chwilę popatrzył na niego jak na nienormalnego) Zacznijmy od początku... proszę...
Alexy popatrzył na niego wzrokiem, którego nie używał przez... bardzo długi czas. Mimo z pozoru nielogicznej sytuacji, uśmiechnął się pół-prawdziwie i pół-ironicznie i potrząsnął jego dłoń.
- Jestem Alexy. Alexy Flowey i nie lubię jak ludzie mówią mi mejdi. - powiedział.
Nie wiem co powiedzieć o tamtej sytuacji. Jednak wydarzyło się wtedy nie powtarzalnego i pięknego. Sami oceńcie.
- No dobrze Alexy. To gdzie teraz jedziemy? Po FM-a? - Zapytał Jacob jakby pierwszy raz mówił do mejdiego.
- Powiadomiłem już jednego z naszych żeby go poszukał bo po prostu był o wiele bliżej. My teraz pojedziemy na miejsce pewnej strzelaniny, aby tam zainterweniować, zgoda?
- Jasne!... Tylko odkupujesz mi kołnierzyk... - Odpowiedział Jacob po czym oboje zaczęli się śmiać.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
W środku miasta policjant Paweł Golec właśnie schował się za śmietnik przed porcją ołowiu lecącą z śmiertelną szybkością w jego stronę. Oddał kilka strzałów osłonowych i znowu się schował po czym odczepił krótkofalówkę i krzyknął:
- Grom, jest to jebane APC?! Gdzie jest jakiekolwiek wsparcie?!
- Sir, wszystkie APC są używane w innych akcjach na terenie całego okręgu, tak samo jak inni funkcjonariusze. Wyślemy do pana posiłki jak tylko będzie można. - Odpowiedział ktoś z drugiej strony, kto nie był Gromem.
- Czekaj co? Po pierwsze kim ty jesteś, bo Grom miał teraz koordynować całą tą akcją, a po drugie Grom powiedział mi, że posiłki będą za chwilę gotowe!
- Bo teeen... noo... mi nic nie wiadomo o żadnych wolnych funkcjonariuszach.... posterunkowy Grom pewnie się pomylił...
-
O czym ty do mnie mówisz człowieku?! Jak Grom miał się pomylić?! Ja tutaj na karku mam dziesięciu ludzi którzy właśnie w tym momencie okradają bank!
-.... Są jakieś.... zakłóce-... wyśle..y.... omoc.... jak... ajszybciej.... *KSZYK*
- Czekaj co? Wyślecie posiłki? Halo? HALO?!... Cholera! - Zaklął się policjant. - No nic, jakoś to wykombinuje... A jak wrócę to dam tym nowych taki opierdol, że do końca życia się nie pozbierają...
W tym momencie z piskiem opon na ulicę wjechał policyjny radiowóz na sygnale i skręcił tak żeby był ustawiony bokiem do atakujących. Wyskoczyli z niego dwaj policjanci, którzy w tym samym momencie rzucili granat gazowy oraz błyskowy w dziesięcioosobową.
Grupka napastników była bardzo zdezorientowana a dławiący dym sprawił że musieli wyjść z ukrycia. Potem policjanci wyjęli paralizatory dalekiego zasięgu i wystrzelili je w stronę napastników. Czterech z nich upadło i zaczęła zwijać się z bólu. Potem posterunkowi wbiegli w dym i swoimi pałkami z pozycji kucającej powalali każdego. Po kilkunastu sekundach już wszyscy leżeli na na ziemi bezbronni, a nad nimi stali mundurowi z wycelowanymi blount'forcami. A Paweł Golec patrzył na to wszystko z opadniętą szczęką.
- Alexy? Jacob? Czy to wy?
- Ja wiem że to ja - Odpowiedział rozbawiony Jacob. - Ale nie jestem pewien czy pan Alexy powiedział mi prawdę.
- Mówiłem prawdę, mam na imię Alexy. - Powiedział szef policji z lekkim uśmiechem na twarzy.
Posterunkowy Paweł nie do końca rozumiał o co chodzi i z zmieszaniem na twarzy skuł wszystkich agresorów i wsadził ich do ciężarówki policyjnej.
- "Coś za łatwo poszło z nimi" - Pomyślał Jacob kiedy ostatni terrorysta wszedł do furgonetki.
- Mówię ci Alexy, ta akcja to jakiś chaos! - Kontynuował rozmowę ze swoim szefem Golec. - Jak jeszcze Grom ją prowadził to było znośnie, ale ten nowy to chyba sam u siebie ma burdel! Miałem dostać wsparcie z APC ale nic takiego nie przyszło. Swoją drogą nie sądziłem że to wy przyjedziecie.
- W sumie to sporadycznie do ciebie przyjechaliśmy, bo o tej strzelaninie usłyszeliśmy przed publiczne radio. Wiesz, ja z Jacobem nie jesteśmy wpisani w akcję bo prowadzimy śledztwo. Nic nie zgłaszałem do centrali. - Odpowiedział Alexy.
- Pewnie dlatego nic o tym nie wiedziałem.
- Prawdopodobnie.
- No dobrze ale dlaczego nie prowadzicie śledztwa?
- Wysłaliśmy na szukanie Jack Haimer'a, swoją drogą coś długo nieodpo-...
- Tutaj Jack Haimer do Alexy'ego odbiór. - Przerwał posterunkowy szefowi. - Udało mi się zlokalizować człowieka FM-a. Prawdopodobnie szybko was do niego zaprowadzi.
- Tutaj Alexy. - Odpowiedział na wezwanie. - Bardzo dobrze. Za chwilę do ciebie pojedzie-...
- Flowey... Musisz to zobaczyć... - Strachliwie zaczął Jacob. Podniósł coś z ziemi, gdzie leżał jeden z terrorystów. Pokazał mejdiemu kopertę z adresem bez podpisu, w której był list. Było na nim napisane:

Rozkaz 65b/05/02/2018

Natychmiast rozpocząć działania dywersyjne w wyznaczonym miejscu. Postępować zgodnie z planem bez zmian. List należy spalić zaraz po przeczytaniu.

Naczelne Dowództwo.


Kiedy pan Green przeczytał owy list dwóm swoim kompanom jeden z przetrzymywanych rzucił się na drzwi i zaczął krzyczeć:
- ZOSTAWCIE TO WY JEBANE PSY, WY KURWY JEDNE, BO JAK NIE TO ZAJEBIĘ WAS JAK NAJWIĘKSZE ŚCIERWA! WY...
Policjanci zignorowali go i odeszli na większą odległość aby móc porozmawiać.
- Akcja dywersyjna? - Zdziwił się Jacob.
- Rozkaz? - Wypalił Golec.
- Naczelne dowództwo? - Powiedział Alexy.
Przez chwile stali w milczeniu. Byli zadziwieni tymi informacjami. W tle padały kolejne wyzwiska jednego z napastników.
- Jacob... - Zaczął mejdi. - Mamy teraz rozwidlenie. Możemy iść po wskazany adres albo jechać po FM-a. Co wybierasz?
Posterunkowy zamyślił się. List mógł być podpuchą zarówno jak FM. Jedno z nich mogło prowadzić do rozwiązania sprawy, a drugi był ewidentnie pułapką.
- Hmmm... zrobimy tak. - Ja z Alexym pojedziemy do FM-a i sprawdzimy czy jest to prawdziwy trop. Za to ty Golec, jak tylko będzie wolna chwila, pojedziesz z kimś jeszcze pod ten adres, chyba że my wcześniej się wyrobimy. Zgoda?
- Zgoda tylko najpierw muszę odstawić tych idiotów do departamentu.
- "Ta sytuacja powoli zaczyna wymykać się spod kontroli" - pomyślał Jacob, po czym wsiadł do radiowozu.
Ale zajebisteeeeeeee