Historia z RP - Posterunkowy Jacob Green - Rozdział 1 cz.6

Lee Everet

Stary wyjadacz
Czerwiec 26, 2017
540
546
158
Postać w bojówkach, czarno-czerwonej bluzie mundurowej, trepami, rozczochranymi włosami, bandaną i z Bluntforcem przewieszonym przez ramię biegł przez korytarz. Było w nim ciemno, tylko małe żarówki rozstawione co kilkanaście metrów pozwalały poruszać się w bezpieczny sposób. Wszystko było wykonane z betonu. Nie było tam dywanów, obrazów, okien, wentylacji czy czegokolwiek takiego. Tylko zimny beton... i światło na końcu korytarza. Człowiek biegnący wydawał się dosyć spokojny. Widać był oswojony z tym miejscem. Nie sprawiał wrażenia przyjaznego człowieka. Źle się patrzyło mu z oczu. Był już bardzo blisko końca tunelu. Otworzył drzwi. Jego oczom ukazała się masywna sala. Wykonana ona była również z cementu. Wszystko przypominało jakiś gigantyczny bunkier. Ale sala ta była wystrojona i dobrze oświetlona. Wielkie lampy oświetlały całe pomieszczenie. Po lewej i prawej stronie były dwa rzędy biurek, na których znajdowały się komputery, a obok nich uporządkowane papiery i idealnie położone, w równej odległości od siebie, takie same długopisy. I lampka z lewej strony. Każde biurko było takie same, dosłownei w skali 1:1. Przy nich byli ludzie ubrani w czarne mundury, ze słuchawkami na uszach. Każdy z nich miał wbity wzrok w ekran monitora i pisał coś na klawiaturze. Istny raj dla logistyka. Między lewymi i prawymi rzędami biurek był czerwony dywan, który prowadził na środek sali, a na nim, na okrągłym piedestale było kolejne, jeszcze większe biurko, jako jedyne miejsce spowite w mroku. Nie było na nim nic, oprócz kilku teczek z napisami: Flowey, Kiszka, Wielebny.... i Green. A nad tymi teczkami siedziała postać z fedorą na głowie. Nie można było zobaczyć jej twarzy. Postać, która przechodziła przez korytarz ruszyła stronę centrum sali. Nikt nie podniósł wzroku znad monitora. Echem odbijały się kroki postaci. Kiedy dotarła do swojego celu, zasalutowała i stanęła na baczność w miejscu. Człowiek w fedorze nie wstał nawet i powiedział cichym, niskim, ale przyjaznym i pewnym głosem:

- Melduj żołnierzu...

- Sir. Akcja powiodła się pomyślnie. Kilku cywili zostało zabitych i rannych, a policjant Patryk Skar Wielebny jest w ciężkim stanie. Posterunkowy Gree uszedł z zajścia bez większych komplikacji. Sytuacja jest napięta, a inne, podległe nam jednostki wzbudzają zamęt i zamieszanie w innych miastach oraz pobliskich terenach. Wystąpiły pierwsze protesty przeciwko nieudolności policji oraz władzom miast. Nasi ludzie zostali złapani i jak przewidywaliśmy, przetrzymywani są w głównym więzieniu. Z innych wieści, reszta stanów jest już pod naszą całkowitą kontrolą, a sondaże na wybory prezydenckie głoszą, że to nasz kandydant je wygra. Zaopatrzenie i ciężki sprzęt dotarły do nas o siódmej rano.

- Cudownie! Wybornie wręcz! - powiedziała postać z ekscytacją i zaśmiała się - Znowu się wszystko udało, jak zawsze z resztą - oznajmiła i powoli zaczęła wstawać z krzesła - Piętnaście lat ciężkiej pracy... Zaczynaliśmy jak grupka nastolatków, wyrzuconych przez społeczeństwo z systemu. System ten był niesprawiedliwy społecznie i pozbywał się każdego, kto był zbędnym kołem i kulą u nogi. W tak krótkim czasie, udało się nam podporządkować cały świat bez globalnego rozlewu krwi! Jesteśmy cudotwórcami! - cała sala zwróciła oczy na swojego lidera - To niesamowite, czego razem dokonaliśmy. Za kilka miesięcy, w jednym momencie obalimy system i w sekudnę powstanie nowy, idealny ład. Już niedługo, wyjdziemy z cienia i nasz sztandar będzie powiewać nad całą planetą! WIWAT ŁAD! WIWAT! - Wykrzyknął przyówdca.

- WIWAT ŁAD, WIWAT PAN, WIWAT, WIWAT, WIWAT!

- OGŁOŚCIE WSZYSTKIM, KAŻDEMU ŻOŁNIERZOWI, ŻE ROZPOCZYNAM OSTATNIĄ FAZĘ OPERACJI ,, UPADEK '' I PRZYGOTOWANIA DO OPERACJI ,, ŁAD ''!

Sala została zalana oklaskami i krzykami, a lider wbił wzrok w przeciwległą ścianę, a w jego oczach pojawił się błysk, błysk wizji przyszłości, jego wizji przyszłości, czyli jedynej słusznej wizji, wizji nowego ładu.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Radiowóz przemierzał drogi na jakimś bezludziu. Była noc. Wokół radiowozu nie było na horyzoncie żadnych budynków, lamp czy jakichkolwiek śladów działalności człowieka. Było około -4 stopni Celsjusza. Tylko droga i radiowóz. Gdzieś zza chmur prześwitywało światło księżyca, dzięki którym można było widzieć w ciemności. Od czasu do czasu przebiegła jakaś sarna, może niedźwiedź, w sumie to nie wiadomo. W każdym razie, w radiowozie była dwójka policjantów. Jeden z nich miał dosyć bujny wąs na twarzy. Drugim był Jacob Green, na którym widniały rany po jego ostatnich walkach. Siedział on nieco skulony, ponieważ bolał go jeszcze bok. Wpatrywał się w szybę, bez żadnej emocji na twarzy. Za to ten drugi prowadził. Nic nie mówili do siebie. Nagle towarzysz Greena powiedział:
- Więc jak się czujesz?
- Dobrze... - Odchrząknął Jacob.
- Ale wiesz, że po tej akcji możesz pójść na zwol-...
- Nic mi nie jest Mejdi - Warknął posterunkowy Green.
- Ej, ja tu staram się być miły dla Ciebie! Słuchaj, ta sytuacja jest popierdolona ma maksa, wszędzie wybuchają jakieś zamieszki czy chuj wie co, nie śpię bo trzeba odpowiadać na patrole, wysyłać kolejne i cały czas pisać o tym gównie! Więc wiedz o tym, że jestem tak samo zestresowany jak ty i naprawdę mam dość!
- Przepraszam... Po prostu... Kurwa, jeszcze przedwczoraj wszystko było normalnie, to się dzieje tak szybko... Dopiero co biłem tych idiotów w alejce, a już Skar jest w śpiączce i nie wiadomo nawet czy przeżyje... widziałem jego twarz mejdi. Kiedy był wybuch, nagle wszystko jakby się spowolniło. Sekudny stały się minutami, a te godzinami. Bardzo dobrze przypatrzyłem się jego twarzy. Ta twarz to była mieszanka strachu i bólu... Nie zapomnę tego widoku do końca życia...
- Też mi go brakuję... służyłem z nim od bardzo dawna. Był dobrym posterunkowym, jednym z najlepszych... cholera, nawet wtedy kiedy kłóciłem się z nim o stanowisko zastępcy komendanta policji, szanowałem go... Ale teraz chciałby, abyśmy go pomścili i ruszyli naprzód a nie abyśmy ryczeli jak jakieś pizdy.
- Tak... pewnie masz rację - Odpowiedział Jacob przecierając swoje oczy rękawem. - Więc, co wiemy o tym Mikke?
- Cóż, jedziemy teraz do jakieś zadupia, kompletnie odizolowanego od świata. Na papierze to miasto podlega naszemu prawu i niby Dzony ma tam władzę, ale to gówno prawda. Jest tam samowolka i wytworzyło się "Państwo w mieście". Tak często tam coś się dzieje że już przestaliśmy się już tym interesować. Mają nawet coś co emituje policje.
- Czekaj, dlaczego osoba która tak troszczy się o swoje bezpieczeństwo mieszka w miejscu, gdzie ludzie są napadani co pięć minut?
- Znam trochę Mikke z dawnych lat i wiem, że nie jest głupi. Na pewno miał jakiś powód.
- Alexy...
- No?
- Jeżeli to miejsce do którego jedziemy jest domem gwałtów, kradzieży i morderstw, a Janusz czuje się tam bezpieczniej, to czy to oznacza że..,
- ...?
- ...że nawet w Nadziei jest bardziej niebezpiecznie?
- Cóż, przynajmniej on tak sądzi. Może wiedział o tych ostatnich wydarzeniach i dlatego wolał się tam przeprowadzić.
- Ale nadal na jego miejscu wolałbym mieszkać w Nadziei.
- To znaczy że wie coś jeszcze... - Odpowiedział Alexy.
Właśnie nadjeżdżali do miasta. Na dzień dobry przywitał ich prowizoryczny mur zrobiony z drewna i drutu kolczastego. Wszędzie widać było jakieś wraki aut, zakopane beczki, pralki i ogniska. Wszyscy patrzyli się nad nich spod kasków. U swoich boków mieli cobry i vipery. Sprawiali wrażenie czujnych i skutecznych. Wóz policyjny zwolnił, więc Jacob mógł lepiej się przyjrzeć budynkom. Cóż, o ile można to nazwać budynkami. W każdym śmierdziało jak w stajni Audiasza. Wszystkie szyby były wybite a w ich środku widać było pijanych i bezdomnych. Niektóre sklepy były nawet zarośnięte!
- Mam dla Ciebie jedną radę - Powiedział Mejdi. - Nie patrz się im w oczy... Nie lubią tego
Nareszcie dotarli na miejsce. Dom Mikke jako jedyny wyglądał dobrze. Przed drzwiami stała dwójka strażników uzbrojonych w chimery. Mejdi zaparkował wóz na krawężniku. Wysiedli z samochodu. Kiedy pierwsi ludzie zaczęli się przybliżać do samochodu, mejdi powiedział:
- Jeżeli zobaczę choćby rysę na radiowozie - zabiję.
I nagle wszyscy odsunęli się od samochodu. Kiedy dwójka policjantów była przy drzwiach, nagle strażnicy rękami zablokowali im przejście i nie pozwalali im dotknąć klamki.
- Panowie, musimy pilnie pomówić z Januszem Korwinem-Mikke. Proszę przepuście nas. - Powiedział Jacob kierując swoją dłoń ku klamce. Nagle jeden ze strażników przystawił Green'owi przystawił cobrę do głowy i powiedział:
- Pan Mikke nie ma Was uwzględnionych w swoim grafiku.
- Ale jest w naszym - Warknął Alexy celując z blountforca w strażnika z falconem w dłoni.
- Nie chcesz tego robić kolego. - Odpowiedział drugi strażnik przystawiając falcona do czoła mejdiego.
- Spokojnie panowie! Na pewno jakoś się dogadamy! - Krzyknął Jacob
- A mi się wydaje że nie, opuście to miejsce a nic się wam nie stanie - Powiedział jeden ze strażników.
- Jesteśmy z policji, macie nas przepuścić!
- Gówno nas to obchodzi.
- Mów tak dalej synku a po twojej głowie zostanie tylko plama.
- A Ciebie pozbawimy jajec, a twojemu koledze utniemy nogi.
- W każdej chwili mogę wezwać posiłki, i skończy się na waszym aresztowaniu.
- Martwi głosu nie mają.
Przez chwilę nic nikt nie mówił. Mejdi zabójczym wzrokiem patrzył się na dwóch strażników. Z Jacoba spływał pot. Sytuacja była napięta. Nawet przechodnie stanęli jak wryci. Alexy już w swojej głowie przygotowywał kilkadziesiąt możliwych scenariuszów na dalszy rozwój akcji, gdy nagle drzwi domu się otworzyły, a w nich stanął jegomość na oko po trzydziestce i cylindrem na głowie. Miał ciemną skórę i biały wąs na twarzy. Był ubrany w garnitur.
- Mark, Dog wystarczy!
Dwaj strażnicy stanęli na baczność. Jeden z nich zaczął:
- Szefie nie wiedzieliśmy nic o wizycie policjantów! Zachowywaliśmy się zgodnie z twoimi instrukcjami!
- Ja też nie wiedziałem. Ale przepuście ich. Zapraszam panów do środka. - Powiedział grzecznie Mikke, gestem ręki zapraszając ich do środka. Jacob i Alexy schowali bronie i weszli do środka. Dom ten był bardzo ładny. Na ścianach było obrazy, wszędzie były postawione lampy, a na środku był stół z czerwonym obrusem. Całość sprawiała wrażenie bogatego domu.
- Proszę, usiądźcie - Zaproponował Mikke wskazując na stół.
- Dziękujemy... - Odpowiedział Green.
Posterunkowi usiedli przy stole.
- Więc co sprowadza Was w te dzikie strony?
- Chcielibyśmy zadać Ci kilka pytań.
- Zamieniam się w słuch.
- Co wiesz o ostatnich wydarzeniach w mieście?
- Chodzi Wam o atak terrorystyczny w Nadziei?
- I nie tylko. Podejrzewamy że wszystkie ostatnie ataki są kierowane przez tą samą osobę.
- Może.
- Wiesz kto za tym stoi? Wiemy że masz dostęp do wielu źródeł informacji.
- Cóż, mówiąc szczerze też od dawna się tym zajmuję. W sumie to już od kilku miesięcy. Doszły mnie słuchy że jakaś nowa organizacja rozpoczęła swoją działalność w tym regionie. Początkowo nic o sobie nie dawała znać jednak później zaczęły dziać się dziwne rzeczy.
- Jakie rzeczy?
- Bossowie mafii zaczęli znikać. Całe grupy przestępcze rozwiązywano. Wszystkie układy przestały obowiązywać. Rozpętał się chaos.
- To wy tutaj mieliście jakiś porządek?
- Nawet hołota wie, że bez przywódcy nic nie zdziała.
- I co dalej?
- Kiedy większość mafii przestała istnieć, wielu ludzi pojawiło się w lasach, zapomnianych domach, na mostach. Przypominało to patrole.
- Dlaczego nas o tym nie powiadomiłeś?
- W tych stronach słyszałem nawet, że Dzony ma zamiar wytoczyć wojnę sąsiednim miastom. Nie wszystkie pogłoski brzmią poważnie. Po za tym, nie miałem pewności.
- A dowiedziałeś się czegoś o tej organizacji?
- Tylko przez szepty. Słyszałem, że mają dostęp do broni wojskowej, posiadają dużą sumę pieniędzy i przebiegłego lidera. Planują coś grubszego.
- Dlaczego przeprowadziłeś się do tego miejsca?
- Wiedziałem że oni wiedzą o moich kontaktach i że jestem źródłem wiedzy. Pewnie bali się, że cały ich plan się posypie. Akurat w tamtym czasie o mało nie miałem kilku wypadków samochodowych.
- Ale dlaczego tutaj? Nie mogłeś do jakiegoś domu bliżej komisariatu czy coś?
- Jak to mówią, najciemniej pod latarnią.
- A podejrzewasz kto za tym stoi?
- Cóż... chyba wiecie kto o mało nie rozpętał tutaj wojny domowej i mógłby być dobrym sojusznikiem takiego ugrupowania?
- Mówisz o FM-ie i jego bojówce? Zostali przecież rozbici.
- Nadal mogliby być wartościowi dla takich gości.
- Rozumiem... to cóż, chyba będziemy się zbierać. Zobaczymy samego diabła.
- Jeszcze coś...
- ...?
-.... Oni mają plan. Nie wiem jaki, ale wiem, że jest właśnie teraz wprowadzany w życie. Moim zdaniem, jesteście w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Tak samo jak Dzony i reszta rady miasta. Może ten plan jest międzynarodowy? Kto wie?
- Co? To by oznaczało otwartą wojnę z nimi! Całe ONZ by z nimi walczyło!
- Wiem że nie są głupi. Nie sądzę aby robili taki wielki przekręt, wiedząc że wojska USA mogą ich zniszczyć.
-.... Zgłosiliśmy sprawę wyżej, ale nikt nic nie odpowiada....
- Widzicie? Coś się dzieje. Coś poważnego. Mam dla Was jedną radę:
Uważajcie komu ufacie. Posiadanie zaufanych ludzi to teraz jedyna rzecz, która może Was ocalić.
 
Ostatnia edycja:

SonAmadik

Moderator Forum
Członek Załogi
Luty 22, 2016
818
1415
158
26
Swietne, wrocilo do mnid sporo dobrych wspomnien jak to czytalem. :)
Bulboflon hehehe, dodaj ze ten garnitur pochodzi od mejdiego i caly czas w nim chodzi. Xd

Oprocz parj bledow ktore przeoczyles mam jeden o ktorym wspomne.
Ten korytarz i inne pomieszczenia sa wykonane z betonu, nie z cementu.
Cement wiąże beton, dlatego uzywa sis powiedzenia '' cementowac''. ;)
 

mejdi

Stary wyjadacz
Policja RP
Sierpień 7, 2015
5023
5077
198
27
Klan
Konfederacja
Jak zwykle świetnie się czytało!
Jak czytałem wstęp to wyobrażałem sobie to miejsce jak bym tam był :D
A w wersach o skarze prawie mi się łezka w oku kręciła.
Pozdrawiam!
 

Lee Everet

Stary wyjadacz
Czerwiec 26, 2017
540
546
158
Swietne, wrocilo do mnid sporo dobrych wspomnien jak to czytalem. :)
Bulboflon hehehe, dodaj ze ten garnitur pochodzi od mejdiego i caly czas w nim chodzi. Xd

Oprocz parj bledow ktore przeoczyles mam jeden o ktorym wspomne.
Ten korytarz i inne pomieszczenia sa wykonane z betonu, nie z cementu.
Cement wiąże beton, dlatego uzywa sis powiedzenia '' cementowac''. ;)
Dzięki za poprawienie mnie! Nie jestem gościem który obrazi się za wytykanie błędów, bo to się robi dlatego, aby dzieło było lepsze ;).
 

Kreator

Stary wyjadacz
Zasłużony
Czerwiec 25, 2017
186
323
108
Wow! Po prostu, jak czytałem, to czułem się, jakbym tam był i widział tę historię z pierwszej ręki. To jest tak idealnie napisane, że nie da się nie odpłynąć w świat tej historii. Dodatkowo, akcja coraz bardziej się rozwija. Nie mogę się doczekać punktu kulminacyjnego.
Nie mogę powiedzieć nic innego niż "Świetna robota i czekam na więcej!" ;)
 

SkaR

Stary wyjadacz
Lipiec 5, 2017
517
311
128
19
Poznań
Jak zawsze wspaniala historia! Prawie się zesrałem jak przyszło do wspominek z walk o komendanta policji Mejdi/SkaR
:) A tak serio to od razu wzieła mnie chwila na przemyślenia i wspominanie tych wszystkich pięknych i gorszych chwil na Unturned.pl [PL10]
Wspaniali ludzie, Niesamowite historie i FULL radości z grania z wami.
Dziękuję
 

Czajka

Stary wyjadacz
Luty 6, 2018
628
203
98
19
Jak zawsze wspaniala historia! Prawie się zesrałem jak przyszło do wspominek z walk o komendanta policji Mejdi/SkaR
:) A tak serio to od razu wzieła mnie chwila na przemyślenia i wspominanie tych wszystkich pięknych i gorszych chwil na Unturned.pl [PL10]
Wspaniali ludzie, Niesamowite historie i FULL radości z grania z wami.
Dziękuję
Najsmutniejsze jest to ze mejdi wygrał :( :(
 
  • Lubię to!
Reactions: Lea Sznuk