Historia z RP - Posterunkowy Jacob Green - Rozdział 1 cz.5

Lee Everet

Stary wyjadacz
Czerwiec 26, 2017
542
554
158
Hejka wszystkim!
Na początku chciałbym powiedzieć, że jest to półfinał pierwszego rozdziału, więc małymi krokami zbliżamy się do końca :D. Rozdział pierwszy zakończy się prawdopodobnie w maju, a rozdział drugi zacznie się w wakacje. W międzyczasie powstanie małe DLC trzyczęściowe, które będzie opowiadało historię Jacob'a Green'a, kiedy ten dopiero zaczynał służbę w policji. Jeszcze nie wiem dokładnie, jak będzie wyglądał rozdział 3 i kiedy będzie jego premiera, ale będzie to ostania część z historii posterunkowego. Kiedy zakończę serię zrobię sobie dłuższą przerwę. Potem znowu wymyślę coś do pisania. Może skupię się na jednym z policjantów (tych prawdziwych) i akcje w tych historiach będą zainspirowane prawdziwymi zdarzeniami ALBO będzie historia jakiegoś mafiozy, tylko jeszcze nie wiem jakiego. Napiszcie w komentarzach, jak się wam podobała ta część i co ma przedstawiać moja kolejna seria. Jeżeli dobrze pójdzie, i fabuła będzie ciekawa, to mogę napisać historię jednego z WAS! Kto wie?
Nie przedłużając, zapraszam do czytania
Lee Everett
____________________________________________________________________________________
- NIE WIERZĘ! PO PROSTU KURWA NIE WIERZĘ! - krzyknął Jacob. Właśnie wychodzili z restauracji pana El Giusepppe. Było około godziny 15. Słońce powoli zmierzało ku zachodowi, ludzie powracali z prac i robił się jeden wielki motłoch na ulicy. Dwójka policjantów zmierzała do swojego radiowozu.
- Spokojnie kowboju! Zapędzasz się! Tutaj są inni, weź trochę ochłoń stary, dobra? - Powiedział Skar.
- GÓWNO NIE DOBRA! TEN PARSZYWIEC, TEN GAD, TA MAŁA KURWA JAKIMŚ CUDEM ZOSTAŁA OCZYSZCZONA ZE WSZYSTKICH ZARZUTÓW! NIC NA NIEGO NIE MAMY, NIC! I DLACZEGO NIE WIEDZIELIŚMY WCZEŚNIEJ? DLACZEGO Z NAMI NIC NIE UZGODNIONO?!
- Słuchaj, też nie wiem, jak to się mogło stać, ale wydzieranie się na ulicy nic nie pomoże. Poza tym mamy na głowie większe zmartwienia - jesteśmy w trakcie najpoważniejszego śledztwa, jakie było w tym rejonie kiedykolwiek.
- Masz rację.... przepraszam, trochę mnie poniosło...
- Więc co zamierzasz teraz zrobić?
- Idę do Axel'a, uzgadniam z nim co do tej pory udało się ustalić i jadę do Mikke.
- Wiesz co? Mam propozycję - idźmy do jakiejś kawiarni i chwilę odpocznijmy.
- Jaja se robisz? Przed chwilą sam powiedziałeś że jesteśmy w trakcie jednego z najpoważniejszych śledztw w historii!
- Ale posłu-...
- NIE MA POSŁUCHAJ - Przerwał Jacob. - ROZWIĄŻEMY TĄ SPRAWĘ JAK NAJSZYBCIEJ JAK TO MOŻLIWE! CHCĘ JUŻ TO SKOŃCZYĆ!
Skar nic nie powiedział. Jacob popatrzył na niego. W jego spojrzeniu aż raziło od determinacji i furii. Obrócił się. Chciał pociągnąć za klamkę radiowozu. Kiedy jego dłoń była kilka centymetrów od niej, skar złapał jego dłoń i powiedział spokojnie:
- A myślisz czasem, czego ty chcesz?..... Od miesiąca wysyłają Ciebie na wszystkie patrole, akcje, interwencje i sadzają za biurko na kilka godzin. Stary, kilka godzin temu straciłeś masę krwi i nawet nie byłeś w szpitalu na kontroli! A co robią ci nowi? NIC, TYLKO SIEDZĄ NA DUPIE!... Wiem, że twoją pasją jest bycie policjantem, kochasz to co robisz... ale nie wydaje mi się, że w ten sposób chciałeś pełnić służbę. Chcesz jechać? Śmiało, zrób to, ale nic się w twoim życiu nie zmieni, i nadal będziesz traktowany jak nic... jeżeli nie postawisz na swoim, zostaniesz wchłonięty całościowo przez policje... będzie tylko ona... ani rodziny, ani przyjaciół.... Alexy już praktycznie taki jest i czasami nie widzę w nim już człowieka, tylko maszynę. To co? Jedziesz?
Jacob nic nie odpowiedział. Tylko ze zdziwieniem w oczach patrzył na swojego partnera. Miał rację. Przecież on nie ma życie po za policją... Przyjmował wszystkie rozkazy potulnie i gdzieś po drodze zgubił siebie.
- Ja.... Ja....
BUM!
Pojazd policyjny wybuchł. Policjanci i kilku cywilów zostali odrzuceni kilka metrów dalej. Skar się nie ruszał. Jacob był przytomny, ale strasznie poobijany. Cywile w panice zaczęli uciekać. Rozległy się strzały. Potem wymiana ognia. Jacob praktycznie nic nie widział. Wszystko go bolało. Kiedy leżał, wszystko co mógł zobaczyć to ciało Skar'a i stopy ludzi. Jacob instynktownie zaczął czołgać się do posterunkowego. Mieszkańcy nie patrzyli na kogo stąpają, i co chwila pana Green'a ktoś kopnął, ktoś po nim przebiegł, ktoś o niego się o mało nie wywalił. Był niedaleko policjanta. Już prawie mógł go dosięgnąć. Wtedy coś złapało go za koszulę i odciągnęło go od jego towarzysza. Jacob szeptał "Przestań, ratuj go!". Nic nie dawało. Kiedy był odciągany, ujrzał jakiś ludzi, w mundurach strzelających do broniących się coltami cywilów... niestety, robili to nieudolnie. Jeden po drugim, każdy z cywilów osuwał się na ziemię. Jacob został zabrany za jakieś... auto? Nie wiedział dokładnie co to jest..
-
Jagooag! Jagooag!
Posterunkowy Green nieprzytomnie popatrzył w stronę źródła dźwięku. Czuł, że nie był już odciągany. Widział rozmazany obraz jakiejś postaci. Klepała go po policzku, ale ten nie reagował. Osoba ta złapała za jakieś dwie podłużne rzeczy i przyłożyła je do uda policjanta. Po kilku sekundach, do głowy pana Greena jakby nalała się gorąca woda i zresetowała mózg. Złapał się za głowę. Przygłuszone dźwięki zmieniły się w ostre strzały, wrzaski, szlochy, wycia z bólu. Rozmazany obraz zastąpił wyrazisty obraz bólu i cierpienia.
- Jacob, Jacob! Słyszysz mnie?!
Pan Green podniósł głowę i ujrzał twarz Martineza trzymającego go za ramiona. Delikatnie kiwnął głową.
- Oh, dzięki Bogu! Słuchaj, wstrzyknąłem ci adrenalinę i morphinę, więc na razie nic nie powinno Ci być! Jednak jest z Tobą źle, więc się nie wychylaj i pozostań w ukryciu! Ja tymczasem znajdę innych rannych!
- Skff... Skwwa... Skar!... Ra-ra...ratuj go...
- Chciałbym, ale to miejsce jest pod ciężkim ostrzałem, nie uda mi się do niego dotrzeć!... Cholera.... Możesz stać? Masz broń?
- Tak... tak... - Wysapał Jacob i wyjął z kabury falcona.
- Świetnie! To spróbuj zestrzelić tych dupków i osłaniać innych ludzi! Jak będzie w miarę czysto to zabiorę go stamtąd, dobra?
- Dobra..
- Więc dawaj, pomogę Ci wstać! - Paweł złapał go pod pachami i zaczął go podnosić.

Jacob oparł się o samochód.
- Jest ok?
- Jest ok...
- Dobra, to ja lecę po innych, powodzenia! - Krzyknął Martinez i pobiegł w stronę dymu i ognia.

Posterunkowy rozejrzał się. Widział kilkanaście ciał na ziemi, wrak jego samochodu i płaczących ludzi. Cywile próbowali ich odciągnąć, ale oni nie mogli opuścić swoich bliskich. Kilku przechodniów stworzyło prowizoryczną ochronę dla innych i strzelali do napastników oraz budowali z czegokolwiek osłony. Kilka kroków od policjanta był chłopiec, który próbował przeciągnąć mężczyznę.W tej samej chwili, zobaczył jednego z morderców, który celował właśnie w tego chłopaka. Jacob w sekundzie rzucił się na dziecko i powalił je. Nad ich głowami pojawiła się seria z karabinu.
- Chłopcze musimy stąd uciekać!
- Ale tatuś! Tata jest ranny!
Jacob położył palce na szyi ojca. Wyczuł puls.
- O cholera! On żyje! Chłopcze, widzisz tych tą grupę ludzi, gdzie jest mężczyzna w czerwonej koszuli?
- Wi-widzę! - Wyszlochał chłopiec.
- To na trzy ciągniemy twojego tatę w tamtą stronę, dobrze?
- Dobrze...
- To raz... dwa... TRZY! - I pociągnęli ciało mężczyzny. Jednak znowu ktoś zaczął pruć do nich z karabinu.
- PADNIJ! - Krzyknął Jacob i ręką przyłożył chłopca do ziemi. Kule mijały ich o centymetry.
- Ej wy! - Zwrócił się posterunkowy do strzelających cywili. - Ogień zaporowy! Teraz!
Kiwnęli głowami. Rozpoczęli strzelanie do jednego z terrorystów. W międzyczasie do policjanta i chłopca przybiegła jakaś kobieta i wspólnymi siłami zanieśli go za ścianę jednego z budynków.
- Niech pani zaopiekuje się tym dzieckiem! I niech Wasza trójka tutaj zostanie! - Wydał rozkaz Jacob i pobiegł do samochodu, który znajdował się bliżej napastników. Po dłuższej wymianie ognia i chowaniu się za barykadę, nagle zza rogu z zawrotną prędkością wyjechało jakieś auto.... auto antyterrorystyczne! A za nim policyjny van!
- Nareszcie kawaleria przyjechała! - krzyknął Jacob.
Działo w pojeździe opancerzonym zaczęło wypluwać kule niczym seba kurwami z ust. Z policyjnego vana wybiegli policjanci uzbrojeni w bluntforcy i inne bronie. Na niebie pojawił się policyjny helikopter. Terroryści byli przerażeni i rozpoczęli ucieczkę, ale było już za późno. Kilka chwil później wszyscy siedzieli zakuci w kajdanki.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jacob odetchnął z ulgą. Niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Usiadł na ziemi i odetchnął. Nagle poczuł lekki ból w prawym boku. Przyjrzał się jemu. Ociekał krwią...
- Cholera.. adrenalina przestaje działać...
- Jacob! Kurwa stary, wyglądasz okropnie! Ale widzę, że nic Cię nie zabije!
Pan Green spojrzał do góry. Zobaczył sobie znajomą twarz. To był Jackhaimmer wystawiający do niego rękę. Jacob złapał za nią i podniósł się.
- Cóż, jeżeli liczyłeś na moją śmierć to jeszcze chwilę poczekasz, hehe - Odpowiedział Jacob z uśmiechem.
- Jeszcze się doczekam, spokojnie! - Powiedział równie wesoło Jackhaimmer klepiąc go po ramieniu.
Jacob jeszcze przez chwilę się śmiał, jednak pochylił głowę. Nagle wytrzeszczył oczy i zapytał:
- A co ze Skarem?!
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
- Mam dobre i złe wieści panowie... - Powiedziała cicho pani doktor. Miała ciemną karnację, fartuch lekarski na sobie, niebieskie oczy i czarne włosy związane w kok.
- Niech pani powie najpierw te dobre. - Prawie szepnął szef policji. Wokół niego byli wszyscy ważni członkowie policji, m.in Szękoczułka czy Mateusz.
- Pacjent Jacob Thomas Green zameldowany u nas trzy godziny temu, cudem i dzięki...przez jeszcze jeden czynnik uniknął poważnych obrażeń. Ma kilka stłuczeń i guzów. Rana na boku nie zagraża jego życiu. Najprawdopodobniej opuści szpital już za dwa dni.
- A co to za "jeden czynnik" co uratował Jacoba? - Zapytał Alexy.
- Cóż, wiąże się to ze złymi wieściami... policjant Patryk Skar Wielebny osłonił pana Green'a swoim ciałem i przyjął na siebie większość wybuchu... gdyby policjanci byli już wtedy w aucie, na pewno żaden z nich by nie przeżył... i jego stan jest... jest.... nie będę Was oszukiwać... ma krwotok wewnętrzny, złamane żebra i najprawdopodobniej również wstrząs mózgu. Może nie dożyć poranka.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
- Czyli to powiedziała pani doktor? - Zapytał się dla pewności Jacob Jakckhaimmera. Ten tylko spuścił głowę i zakrył twarz. Byli oni w małym, białym pomieszczeniu. Posterunkowy Green był podłączony do kroplówki i respiratora. Ubrany był w szpitalne ciuchy. Bez żadnego wyrazu twarzy wpatrywał się w przeciwległą ścianę.
- Znajdę ich. Znajdę tych ludzi, którzy prawie zabili mojego przyjaciela i dopilnuję, aby cierpieli tak samo, jak on i ja teraz. Za wszelką cenę.

 
Ostatnia edycja:

Kreator

Stary wyjadacz
Zasłużony
Czerwiec 25, 2017
186
323
108
Dawno nie czytałem czegoś tak dobrego! Akcja rozkręca się z każdą częścią.
Mogę powiedzieć tylko tyle: Świetna robota Lee i trzymaj tak dalej! ;)
No i oczywiście czekam na więcej. :)
 
  • Lubię to!
Reactions: SkaR i Lee Everet

SkaR

Stary wyjadacz
Lipiec 5, 2017
518
315
128
19
Poznań
dobra robota Lee! Z każdą częścią jestem bardziej zaciekawiony historią.
PS: mam nadzieję że to nie koniec wkladu w historię, pana funkcjonariusza Skara.
Wielki aplauz dla pana Evereta!
 

Bulboflon

Stary wyjadacz
Lipiec 24, 2017
232
237
88
Somewhere near Kielce
Klan
【A&U&G】
Hejka wszystkim!
Na początku chciałbym powiedzieć, że jest to półfinał pierwszego rozdziału, więc małymi krokami zbliżamy się do końca :D. Rozdział pierwszy zakończy się prawdopodobnie w maju, a rozdział drugi zacznie się w wakacje. W międzyczasie powstanie małe DLC trzyczęściowe, które będzie opowiadało historię Jacob'a Green'a, kiedy ten dopiero zaczynał służbę w policji. Jeszcze nie wiem dokładnie, jak będzie wyglądał rozdział 3 i kiedy będzie jego premiera, ale będzie to ostania część z historii posterunkowego. Kiedy zakończę serię zrobię sobie dłuższą przerwę. Potem znowu wymyślę coś do pisania. Może skupię się na jednym z policjantów (tych prawdziwych) i akcje w tych historiach będą zainspirowane prawdziwymi zdarzeniami ALBO będzie historia jakiegoś mafiozy, tylko jeszcze nie wiem jakiego. Napiszcie w komentarzach, jak się wam podobała ta część i co ma przedstawiać moja kolejna seria. Jeżeli dobrze pójdzie, i fabuła będzie ciekawa, to mogę napisać historię jednego z WAS! Kto wie?
Nie przedłużając, zapraszam do czytania
Lee Everett
____________________________________________________________________________________
- NIE WIERZĘ! PO PROSTU KURWA NIE WIERZĘ! - krzyknął Jacob. Właśnie wychodzili z restauracji pana El Giusepppe. Było około godziny 15. Słońce powoli zmierzało ku zachodowi, ludzie powracali z prac i robił się jeden wielki motłoch na ulicy. Dwójka policjantów zmierzała do swojego radiowozu.
- Spokojnie kowboju! Zapędzasz się! Tutaj są inni, weź trochę ochłoń stary, dobra? - Powiedział Skar.
- GÓWNO NIE DOBRA! TEN PARSZYWIEC, TEN GAD, TA MAŁA KURWA JAKIMŚ CUDEM ZOSTAŁA OCZYSZCZONA ZE WSZYSTKICH ZARZUTÓW! NIC NA NIEGO NIE MAMY, NIC! I DLACZEGO NIE WIEDZIELIŚMY WCZEŚNIEJ? DLACZEGO Z NAMI NIC NIE UZGODNIONO?!
- Słuchaj, też nie wiem, jak to się mogło stać, ale wydzieranie się na ulicy nic nie pomoże. Poza tym mamy na głowie większe zmartwienia - jesteśmy w trakcie najpoważniejszego śledztwa, jakie było w tym rejonie kiedykolwiek.
- Masz rację.... przepraszam, trochę mnie poniosło...
- Więc co zamierzasz teraz zrobić?
- Idę do Axel'a, uzgadniam z nim co do tej pory udało się ustalić i jadę do Mikke.
- Wiesz co? Mam propozycję - idźmy do jakiejś kawiarni i chwilę odpocznijmy.
- Jaja se robisz? Przed chwilą sam powiedziałeś że jesteśmy w trakcie jednego z najpoważniejszych śledztw w historii!
- Ale posłu-...
- NIE MA POSŁUCHAJ - Przerwał Jacob. - ROZWIĄŻEMY TĄ SPRAWĘ JAK NAJSZYBCIEJ JAK TO MOŻLIWE! CHCĘ JUŻ TO SKOŃCZYĆ!
Skar nic nie powiedział. Jacob popatrzył na niego. W jego spojrzeniu aż raziło od determinacji i furii. Obrócił się. Chciał pociągnąć za klamkę radiowozu. Kiedy jego dłoń była kilka centymetrów od niej, skar złapał jego dłoń i powiedział spokojnie:
- A myślisz czasem, czego ty chcesz?..... Od miesiąca wysyłają Ciebie na wszystkie patrole, akcje, interwencje i sadzają za biurko na kilka godzin. Stary, kilka godzin temu straciłeś masę krwi i nawet nie byłeś w szpitalu na kontroli! A co robią ci nowi? NIC, TYLKO SIEDZĄ NA DUPIE!... Wiem, że twoją pasją jest bycie policjantem, kochasz to co robisz... ale nie wydaje mi się, że w ten sposób chciałeś pełnić służbę. Chcesz jechać? Śmiało, zrób to, ale nic się w twoim życiu nie zmieni, i nadal będziesz traktowany jak nic... jeżeli nie postawisz na swoim, zostaniesz wchłonięty całościowo przez policje... będzie tylko ona... ani rodziny, ani przyjaciół.... Alexy już praktycznie taki jest i czasami nie widzę w nim już człowieka, tylko maszynę. To co? Jedziesz?
Jacob nic nie odpowiedział. Tylko ze zdziwieniem w oczach patrzył na swojego partnera. Miał rację. Przecież on nie ma życie po za policją... Przyjmował wszystkie rozkazy potulnie i gdzieś po drodze zgubił siebie.
- Ja.... Ja....
BUM!
Pojazd policyjny wybuchł. Policjanci i kilku cywilów zostali odrzuceni kilka metrów dalej. Skar się nie ruszał. Jacob był przytomny, ale strasznie poobijany. Cywile w panice zaczęli uciekać. Rozległy się strzały. Potem wymiana ognia. Jacob praktycznie nic nie widział. Wszystko go bolało. Kiedy leżał, wszystko co mógł zobaczyć to ciało Skar'a i stopy ludzi. Jacob instynktownie zaczął czołgać się do posterunkowego. Mieszkańcy nie patrzyli na kogo stąpają, i co chwila pana Green'a ktoś kopnął, ktoś po nim przebiegł, ktoś o niego się o mało nie wywalił. Był niedaleko policjanta. Już prawie mógł go dosięgnąć. Wtedy coś złapało go za koszulę i odciągnęło go od jego towarzysza. Jacob szeptał "Przestań, ratuj go!". Nic nie dawało. Kiedy był odciągany, ujrzał jakiś ludzi, w mundurach strzelających do broniących się coltami cywilów... niestety, robili to nieudolnie. Jeden po drugim, każdy z cywilów osuwał się na ziemię. Jacob został zabrany za jakieś... auto? Nie wiedział dokładnie co to jest..
-
Jagooag! Jagooag!
Posterunkowy Green nieprzytomnie popatrzył w stronę źródła dźwięku. Czuł, że nie był już odciągany. Widział rozmazany obraz jakiejś postaci. Klepała go po policzku, ale ten nie reagował. Osoba ta złapała za jakieś dwie podłużne rzeczy i przyłożyła je do uda policjanta. Po kilku sekundach, do głowy pana Greena jakby nalała się gorąca woda i zresetowała mózg. Złapał się za głowę. Przygłuszone dźwięki zmieniły się w ostre strzały, wrzaski, szlochy, wycia z bólu. Rozmazany obraz zastąpił wyrazisty obraz bólu i cierpienia.
- Jacob, Jacob! Słyszysz mnie?!
Pan Green podniósł głowę i ujrzał twarz Martineza trzymającego go za ramiona. Delikatnie kiwnął głową.
- Oh, dzięki Bogu! Słuchaj, wstrzyknąłem ci adrenalinę i morphinę, więc na razie nic nie powinno Ci być! Jednak jest z Tobą źle, więc się nie wychylaj i pozostań w ukryciu! Ja tymczasem znajdę innych rannych!
- Skff... Skwwa... Skar!... Ra-ra...ratuj go...
- Chciałbym, ale to miejsce jest pod ciężkim ostrzałem, nie uda mi się do niego dotrzeć!... Cholera.... Możesz stać? Masz broń?
- Tak... tak... - Wysapał Jacob i wyjął z kabury falcona.
- Świetnie! To spróbuj zestrzelić tych dupków i osłaniać innych ludzi! Jak będzie w miarę czysto to zabiorę go stamtąd, dobra?
- Dobra..
- Więc dawaj, pomogę Ci wstać! - Paweł złapał go pod pachami i zaczął go podnosić.

Jacob oparł się o samochód.
- Jest ok?
- Jest ok...
- Dobra, to ja lecę po innych, powodzenia! - Krzyknął Martinez i pobiegł w stronę dymu i ognia.

Posterunkowy rozejrzał się. Widział kilkanaście ciał na ziemi, wrak jego samochodu i płaczących ludzi. Cywile próbowali ich odciągnąć, ale oni nie mogli opuścić swoich bliskich. Kilku przechodniów stworzyło prowizoryczną ochronę dla innych i strzelali do napastników oraz budowali z czegokolwiek osłony. Kilka kroków od policjanta był chłopiec, który próbował przeciągnąć mężczyznę.W tej samej chwili, zobaczył jednego z morderców, który celował właśnie w tego chłopaka. Jacob w sekundzie rzucił się na dziecko i powalił je. Nad ich głowami pojawiła się seria z karabinu.
- Chłopcze musimy stąd uciekać!
- Ale tatuś! Tata jest ranny!
Jacob położył palce na szyi ojca. Wyczuł puls.
- O cholera! On żyje! Chłopcze, widzisz tych tą grupę ludzi, gdzie jest mężczyzna w czerwonej koszuli?
- Wi-widzę! - Wyszlochał chłopiec.
- To na trzy ciągniemy twojego tatę w tamtą stronę, dobrze?
- Dobrze...
- To raz... dwa... TRZY! - I pociągnęli ciało mężczyzny. Jednak znowu ktoś zaczął pruć do nich z karabinu.
- PADNIJ! - Krzyknął Jacob i ręką przyłożył chłopca do ziemi. Kule mijały ich o centymetry.
- Ej wy! - Zwrócił się posterunkowy do strzelających cywili. - Ogień zaporowy! Teraz!
Kiwnęli głowami. Rozpoczęli strzelanie do jednego z terrorystów. W międzyczasie do policjanta i chłopca przybiegła jakaś kobieta i wspólnymi siłami zanieśli go za ścianę jednego z budynków.
- Niech pani zaopiekuje się tym dzieckiem! I niech Wasza trójka tutaj zostanie! - Wydał rozkaz Jacob i pobiegł do samochodu, który znajdował się bliżej napastników. Po dłuższej wymianie ognia i chowaniu się za barykadę, nagle zza rogu z zawrotną prędkością wyjechało jakieś auto.... auto antyterrorystyczne! A za nim policyjny van!
- Nareszcie kawaleria przyjechała! - krzyknął Jacob.
Działo w pojeździe opancerzonym zaczęło wypluwać kule niczym seba kurwami z ust. Z policyjnego vana wybiegli policjanci uzbrojeni w bluntforcy i inne bronie. Na niebie pojawił się policyjny helikopter. Terroryści byli przerażeni i rozpoczęli ucieczkę, ale było już za późno. Kilka chwil później wszyscy siedzieli zakuci w kajdanki.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jacob odetchnął z ulgą. Niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Usiadł na ziemi i odetchnął. Nagle poczuł lekki ból w prawym boku. Przyjrzał się jemu. Ociekał krwią...
- Cholera.. adrenalina przestaje działać...
- Jacob! Kurwa stary, wyglądasz okropnie! Ale widzę, że nic Cię nie zabije!
Pan Green spojrzał do góry. Zobaczył sobie znajomą twarz. To był Jackhaimmer wystawiający do niego rękę. Jacob złapał za nią i podniósł się.
- Cóż, jeżeli liczyłeś na moją śmierć to jeszcze chwilę poczekasz, hehe - Odpowiedział Jacob z uśmiechem.
- Jeszcze się doczekam, spokojnie! - Powiedział równie wesoło Jackhaimmer klepiąc go po ramieniu.
Jacob jeszcze przez chwilę się śmiał, jednak pochylił głowę. Nagle wytrzeszczył oczy i zapytał:
- A co ze Skarem?!
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
- Mam dobre i złe wieści panowie... - Powiedziała cicho pani doktor. Miała ciemną karnację, fartuch lekarski na sobie, niebieskie oczy i czarne włosy związane w kok.
- Niech pani powie najpierw te dobre. - Prawie szepnął szef policji. Wokół niego byli wszyscy ważni członkowie policji, m.in Szękoczułka czy Mateusz.
- Pacjent Jacob Thomas Green zameldowany u nas trzy godziny temu, cudem i dzięki...przez jeszcze jeden czynnik uniknął poważnych obrażeń. Ma kilka stłuczeń i guzów. Rana na boku nie zagraża jego życiu. Najprawdopodobniej opuści szpital już za dwa dni.
- A co to za "jeden czynnik" co uratował Jacoba? - Zapytał Alexy.
- Cóż, wiąże się to ze złymi wieściami... policjant Patryk Skar Wielebny osłonił pana Green'a swoim ciałem i przyjął na siebie większość wybuchu... gdyby policjanci byli już wtedy w aucie, na pewno żaden z nich by nie przeżył... i jego stan jest... jest.... nie będę Was oszukiwać... ma krwotok wewnętrzny, złamane żebra i najprawdopodobniej również wstrząs mózgu. Może nie dożyć poranka.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
- Czyli to powiedziała pani doktor? - Zapytał się dla pewności Jacob Jakckhaimmera. Ten tylko spuścił głowę i zakrył twarz. Byli oni w małym, białym pomieszczeniu. Posterunkowy Green był podłączony do kroplówki i respiratora. Ubrany był w szpitalne ciuchy. Bez żadnego wyrazu twarzy wpatrywał się w przeciwległą ścianę.
- Znajdę ich. Znajdę tych ludzi, którzy prawie zabili mojego przyjaciela i dopilnuję, aby cierpieli tak samo, jak on i ja teraz. Za wszelką cenę.

To co tworzysz jest poprostu zajebiste! Kocham to czytać xD