Historia z RP - Posterunkowy Jacob Green - Rozdział 1 cz.4

Lee Everet

Stary wyjadacz
Czerwiec 26, 2017
540
546
158
- Słuchaj, nie wydaje mi się, żeby on to zrobił... ma za małe jaja, aby narażać się na ryzyko stania się wrogiem publicznym numer jeden, kiedy na plecach ma poważaną sieć restauracji i życie prywatne. - Powiedział Skar do Jacob'a, tuż przed tym jak postawili pierwszy krok w ,,restauracji''.
- Ja jestem pewny, że to zrobił! Pamiętasz tą sprawę z morderstwem sprzed dwóch miesięcy? Wszyscy jesteśmy pewni, że to on zabił tą kobietę, miał powód i okoliczności. Jeżeli pojawiłyby się nowe dowody w tej sprawie i udałoby się go skazać, to jego firma runęłaby jak domek z kart! A z tego co nam wiadomo, ma też układy i długi z mafiami. Nawet jeżeliby wyszedł z więzienia, mafie by go dopadły i zabiły. ALE gdyby ukradł lub zmodyfikował jego akta, to byłby czysty! I tak jest w krytycznej sytuacji, nie ma nic do stracenia! - Powiedział Jacob.
- No nie wiem, ale jesteś strasznie uparty... Naprawdę go nienawidzisz? - Zapytał Skar.
- Nie wiesz jak bardzo... - Odpowiedział Jacob i otworzył drzwi do knajpy. Dopiero teraz usłyszeli prawdziwy wrzask wydobywający się z gardeł dziesiątek bachorów... biegających, krzyczących, płaczących, WKURZAJĄCYCH bachorów. Wyrywały sobie zabawki z rąk, rzucały pizzą, frytkami, watą cukrową i innymi takimi. Czysty chaos.
- Moje uszy! - krzyknął Skar.
- COOO? - powiedział głośno Jacob.
- POWIEDZIAŁEM: MOJE USZY!
- CO? JAKIEJ SUSZY?
- NIEWAŻNE..... DALEKO DO POKOJU TEGO GIUSEPPE?
- TO TAMTEN POKÓJ - wrzasnął Jacob i wskazał palcem na drzwi z napisem właściciel.
Postawili kilka kroków i już byli przy drzwiach. Wpierw zapukali, a z powodu harmideru, nie mogli usłyszeć czy wchodzić czy nie, więc szarpnęli za klamkę. Drzwi były zamknięte. Zaczęli wołać:
- HALO? PANIE EL GIUSEPPE, TU POLICJA, PROSZĘ OTWORZYĆ W TEJ CHWILI!
Nie usłyszeli odpowiedzi. Za to, jak przystawili uszy, i się wsłuchali usłyszeli sapania... BARDZO CIĘŻKIE SAPANIA...
-..... Chyba klientka właściciela daje mu spory napiwek. - Powiedział Skar.
- Cholera!.... Będziemy musieli przejść przez sekcję dla ,,starszych'' - Rzekł drugi posterunkowy.
- Jaką sekcję dla starszych? - Zapytał Skar?
Ale Jacob nic więcej nie powiedział, tylko zaczął podążać ku kolejnym drzwiom, przepychając się przez dzieci. Zdezorientowany Skar zrobił to samo. Kiedy znaleźli się już przy drzwiach Skar zauważył tabliczkę z napisem: Wstęp tylko dla klientów powyżej 18 roku życia i po okazaniu dowodu osobistego.
Jacob otworzył drzwi. Ujrzeli długi korytarz, na końcu którego był ochroniarz. Zaczęli przechodzić. Im bardziej oddali się od pokoju dla młodszych, to tym bardziej przestawali słyszeć krzyki i wycie dzieci, a zamiast tego, zaczęły pojawiać się inne odgłosy. W międzyczasie mina zakłopotani Skara zmieniła się w minę ekscytacji i niezmiernej radości. Byli już na końcu korytarza. Ochroniarz popatrzył na nich gniewnie i powiedział:
- Ej, co to ma być?! W umowie jest wyraźnie napisane, że przebieracie się dopiero tutaj! Jak klienci widzą psy wchodzące do restauracji, to psuje się jej wizerunek!
Jacob nic nie odpowiedział, tylko wyjął licencję policyjną i pokazał ją ochroniarzowi.
- Ohhh... przepraszam, ja-a nie widziałem.... pr-proszę wcho-odzić... - Powiedział zakłopotany ochroniarz i otworzył im drzwi. Zobaczyli obszerną salę, spowitą w ciemności, a jedynym miejscem oświetlonym była sceną z rurą po środku. Zarówno do Jacob'a jak i Skar'a zaczęły podchodzić....yyyy.... skąpiej ubrane kelnerki. Jacob nie był zainteresowany ich usługami, za to jego towarzysz... nieco bardziej.
- Chodź Casanowa, wrócisz jak rozwiążemy sprawę. - Powiedział Jacob.
Skar tylko spuścił wzrok, powiedział coś pod nosem i rękoma opędził się od kelnerek. jak od much. Kiedy byli trzy metry od biura właściciela, drzwi otworzyły się z zawrotną prędkością, jakby były kopnięte. Z nich wyszła wkurzona kobieta. To wydarzenie sprawiło, że w całym pokoju zapanowała cisza. El Giuseppe wystawił głowę zza drzwi i z zakłopotaniem powiedział:
- No kotek, uspokój się, pogadajm-..
- O TAK KURWA, JESZCZE CZEGO - Przerwała mu kobieta - NAJPIERW MNIE UWODZISZ, MÓWISZ, ŻE JESTEM TA JEDYNA I CO KURWA?! JEBANE KOCHANKI NA LEWO I PRAWO!
- Ale-e moglibyśmy to przedyskutować u mnie-e? Tak, troo-chę lu-udzię się przestraszyli...
- O JEJUNIU! TWOI KLIENCI SIĘ PRZESTRASZYLI?! GÓWNO MNIE TO OBCHODZI! DLA CIEBIE LICZY SIĘ TYLKO TA OBRZYDLIWA KNAJPKA!
- Ale kotek...
- NIE MA KOTEK! JEŻELI JESZCZE RAZ ZOBACZĘ CIEBIE W MOIM DOMU TO DZWONIĘ PO POLICJE! NIE DO ZOBACZENIA! - Zakończyła dyskusję kobieta i udała się w stronę wyjścia. Po chwili ciszy kontynuowali rozmowy i znowu zaczęła grać muzyka. El Giuseppe stał w bezruchu jeszcze z minutę. Jacob, jak gdyby nigdy nic po prostu podszedł do niego i powiedział:
- Dzień dobry panie Giuseppe, tutaj posterunkowy Jacob Green. Chcemy zadać panu kilka pytań.
- Chłopaki, spokojnie, za ostatni pokaz dam wam zapłatę, obiecu-.... O MATKO! - Krzyknął Giuseppe, kiedy spojrzał na twarze policjantów.
- Jesteście prawdziwymi glinami? Dobrze. Zapraszam do środka.... - Powiedział zrezygnowanie Giuseppe, gestem ręki zapraszając do swojego biura.
Pokój był dobrze urządzony. Wszystko wyglądało na drogie - z najwyższej jakości drewna. Na środku pokoju stało biurko, a za nim skórzany fotel. Na biurku była masa papierów, komputer, ołówki i gotówka w różnych nominałach. Na ścianach gabinetu była masa półek, na których była jeszcze większa ilość zdjęć (głównie były to zdjęcia kobiet). Czasami na półce występowała jakaś książka lub figurka jakieś postaci. Wielka lampa z góry oświetlała pokój.
- Proszę, usiądźcie - Zaproponował Giuseppe. - Widzę, że się przyglądacie zdjęciom? Ahh, mam ich tutaj masę. Widzicie tamtą blondynkę? Wszystko zaczęło się-....
- Nie obchodzi nas twój życiorys - Przerwał mu Jacob. - Chcemy tylko zadać Ci kilka pytań.
- Więc pytajcie...
- Czy to ty włamałeś się do posterunku w Nadziei dzisiejszej nocy? - Zapytał Skar.
- Skąd te podejrzenia? - Odpowiedział Giuseppe z uśmiechem na twarzy.
- Nie pogrywaj z nami. - Zagroził Jacob. - Chciałeś się oczyścić z zarzutów i z innych działalności kryminalnych. Byłeś wtedy w mieście. Więc, masz coś na swoją obronę? Jak nie, to jedziemy na komendę na przesłuchanie.
- No cóż..... nie chcę was rozczarować, ale jednak muszę - MAM coś na swoją obronę. - powiedział pewnie Giuseppe.
- Tak? A niby co? - Odpowiedział pewnie i drwiąco Jacob.
- To. - powiedział właściciel i pokazał pewien dokument - był na nim podpis prezydenta USA.
- Czekaj.... CO?! - krzyknął ze zdziwieniem Skar. - JAK?
- Cóż, już od dłuższego czasu pisałem do władz państwa, aby zmazali mi moje przewinienia.... jakimś cudem tym razem zgodzili się! Jestem czysty jak kartka papieru. A teraz panowie, proszę o wyjście z mojego gabinetu, jeżeli nie macie już żadnych pytań.
Jacob walnął ręką w jego biurko.
- Słuchaj mnie - Powiedział przez zęby Jacob. - Nie wiem, kogo musiałeś zabić lub przekupić, aby dostać ten papier. I na obecną chwilę to mnie nie obchodzi. Jednak mam jeszcze jedno pytanie: Czy wiesz, kto to zrobił?
El Giuseppe zamyślił się.
- Cóż, nie wiem, kto to zrobił, ale to też jest w moim interesie, aby złapać tego osobnika. Wiem za to, kto może wiedzieć.
- Kto?
- Mikke. Janusz Korwin-Mikke.

***************************************************************************************
Hejka ludzie!
Z góry przepraszam za taką przerwę w pisaniu :<. Wiecie, szkoła itp. Dziękuje wszystkim, którzy nie zapomnieli o mojej historii i dopytywali się o jej ciąg dalszy :D.

Napisze w komentarzach, co sądzicie o tej części. Mam nadzieję, że Wam się podobało.
Narka!
 

SkaR

Stary wyjadacz
Lipiec 5, 2017
517
311
128
19
Poznań
- Słuchaj, nie wydaje mi się, żeby on to zrobił... ma za małe jaja, aby narażać się na ryzyko stania się wrogiem publicznym numer jeden, kiedy na plecach ma poważaną sieć restauracji i życie prywatne. - Powiedział Skar do Jacob'a, tuż przed tym jak postawili pierwszy krok w ,,restauracji''.
- Ja jestem pewny, że to zrobił! Pamiętasz tą sprawę z morderstwem sprzed dwóch miesięcy? Wszyscy jesteśmy pewni, że to on zabił tą kobietę, miał powód i okoliczności. Jeżeli pojawiłyby się nowe dowody w tej sprawie i udałoby się go skazać, to jego firma runęłaby jak domek z kart! A z tego co nam wiadomo, ma też układy i długi z mafiami. Nawet jeżeliby wyszedł z więzienia, mafie by go dopadły i zabiły. ALE gdyby ukradł lub zmodyfikował jego akta, to byłby czysty! I tak jest w krytycznej sytuacji, nie ma nic do stracenia! - Powiedział Jacob.
- No nie wiem, ale jesteś strasznie uparty... Naprawdę go nienawidzisz? - Zapytał Skar.
- Nie wiesz jak bardzo... - Odpowiedział Jacob i otworzył drzwi do knajpy. Dopiero teraz usłyszeli prawdziwy wrzask wydobywający się z gardeł dziesiątek bachorów... biegających, krzyczących, płaczących, WKURZAJĄCYCH bachorów. Wyrywały sobie zabawki z rąk, rzucały pizzą, frytkami, watą cukrową i innymi takimi. Czysty chaos.
- Moje uszy! - krzyknął Skar.
- COOO? - powiedział głośno Jacob.
- POWIEDZIAŁEM: MOJE USZY!
- CO? JAKIEJ SUSZY?
- NIEWAŻNE..... DALEKO DO POKOJU TEGO GIUSEPPE?
- TO TAMTEN POKÓJ - wrzasnął Jacob i wskazał palcem na drzwi z napisem właściciel.
Postawili kilka kroków i już byli przy drzwiach. Wpierw zapukali, a z powodu harmideru, nie mogli usłyszeć czy wchodzić czy nie, więc szarpnęli za klamkę. Drzwi były zamknięte. Zaczęli wołać:
- HALO? PANIE EL GIUSEPPE, TU POLICJA, PROSZĘ OTWORZYĆ W TEJ CHWILI!
Nie usłyszeli odpowiedzi. Za to, jak przystawili uszy, i się wsłuchali usłyszeli sapania... BARDZO CIĘŻKIE SAPANIA...
-..... Chyba klientka właściciela daje mu spory napiwek. - Powiedział Skar.
- Cholera!.... Będziemy musieli przejść przez sekcję dla ,,starszych'' - Rzekł drugi posterunkowy.
- Jaką sekcję dla starszych? - Zapytał Skar?
Ale Jacob nic więcej nie powiedział, tylko zaczął podążać ku kolejnym drzwiom, przepychając się przez dzieci. Zdezorientowany Skar zrobił to samo. Kiedy znaleźli się już przy drzwiach Skar zauważył tabliczkę z napisem: Wstęp tylko dla klientów powyżej 18 roku życia i po okazaniu dowodu osobistego.
Jacob otworzył drzwi. Ujrzeli długi korytarz, na końcu którego był ochroniarz. Zaczęli przechodzić. Im bardziej oddali się od pokoju dla młodszych, to tym bardziej przestawali słyszeć krzyki i wycie dzieci, a zamiast tego, zaczęły pojawiać się inne odgłosy. W międzyczasie mina zakłopotani Skara zmieniła się w minę ekscytacji i niezmiernej radości. Byli już na końcu korytarza. Ochroniarz popatrzył na nich gniewnie i powiedział:
- Ej, co to ma być?! W umowie jest wyraźnie napisane, że przebieracie się dopiero tutaj! Jak klienci widzą psy wchodzące do restauracji, to psuje się jej wizerunek!
Jacob nic nie odpowiedział, tylko wyjął licencję policyjną i pokazał ją ochroniarzowi.
- Ohhh... przepraszam, ja-a nie widziałem.... pr-proszę wcho-odzić... - Powiedział zakłopotany ochroniarz i otworzył im drzwi. Zobaczyli obszerną salę, spowitą w ciemności, a jedynym miejscem oświetlonym była sceną z rurą po środku. Zarówno do Jacob'a jak i Skar'a zaczęły podchodzić....yyyy.... skąpiej ubrane kelnerki. Jacob nie był zainteresowany ich usługami, za to jego towarzysz... nieco bardziej.
- Chodź Casanowa, wrócisz jak rozwiążemy sprawę. - Powiedział Jacob.
Skar tylko spuścił wzrok, powiedział coś pod nosem i rękoma opędził się od kelnerek. jak od much. Kiedy byli trzy metry od biura właściciela, drzwi otworzyły się z zawrotną prędkością, jakby były kopnięte. Z nich wyszła wkurzona kobieta. To wydarzenie sprawiło, że w całym pokoju zapanowała cisza. El Giuseppe wystawił głowę zza drzwi i z zakłopotaniem powiedział:
- No kotek, uspokój się, pogadajm-..
- O TAK KURWA, JESZCZE CZEGO - Przerwała mu kobieta - NAJPIERW MNIE UWODZISZ, MÓWISZ, ŻE JESTEM TA JEDYNA I CO KURWA?! JEBANE KOCHANKI NA LEWO I PRAWO!
- Ale-e moglibyśmy to przedyskutować u mnie-e? Tak, troo-chę lu-udzię się przestraszyli...
- O JEJUNIU! TWOI KLIENCI SIĘ PRZESTRASZYLI?! GÓWNO MNIE TO OBCHODZI! DLA CIEBIE LICZY SIĘ TYLKO TA OBRZYDLIWA KNAJPKA!
- Ale kotek...
- NIE MA KOTEK! JEŻELI JESZCZE RAZ ZOBACZĘ CIEBIE W MOIM DOMU TO DZWONIĘ PO POLICJE! NIE DO ZOBACZENIA! - Zakończyła dyskusję kobieta i udała się w stronę wyjścia. Po chwili ciszy kontynuowali rozmowy i znowu zaczęła grać muzyka. El Giuseppe stał w bezruchu jeszcze z minutę. Jacob, jak gdyby nigdy nic po prostu podszedł do niego i powiedział:
- Dzień dobry panie Giuseppe, tutaj posterunkowy Jacob Green. Chcemy zadać panu kilka pytań.
- Chłopaki, spokojnie, za ostatni pokaz dam wam zapłatę, obiecu-.... O MATKO! - Krzyknął Giuseppe, kiedy spojrzał na twarze policjantów.
- Jesteście prawdziwymi glinami? Dobrze. Zapraszam do środka.... - Powiedział zrezygnowanie Giuseppe, gestem ręki zapraszając do swojego biura.
Pokój był dobrze urządzony. Wszystko wyglądało na drogie - z najwyższej jakości drewna. Na środku pokoju stało biurko, a za nim skórzany fotel. Na biurku była masa papierów, komputer, ołówki i gotówka w różnych nominałach. Na ścianach gabinetu była masa półek, na których była jeszcze większa ilość zdjęć (głównie były to zdjęcia kobiet). Czasami na półce występowała jakaś książka lub figurka jakieś postaci. Wielka lampa z góry oświetlała pokój.
- Proszę, usiądźcie - Zaproponował Giuseppe. - Widzę, że się przyglądacie zdjęciom? Ahh, mam ich tutaj masę. Widzicie tamtą blondynkę? Wszystko zaczęło się-....
- Nie obchodzi nas twój życiorys - Przerwał mu Jacob. - Chcemy tylko zadać Ci kilka pytań.
- Więc pytajcie...
- Czy to ty włamałeś się do posterunku w Nadziei dzisiejszej nocy? - Zapytał Skar.
- Skąd te podejrzenia? - Odpowiedział Giuseppe z uśmiechem na twarzy.
- Nie pogrywaj z nami. - Zagroził Jacob. - Chciałeś się oczyścić z zarzutów i z innych działalności kryminalnych. Byłeś wtedy w mieście. Więc, masz coś na swoją obronę? Jak nie, to jedziemy na komendę na przesłuchanie.
- No cóż..... nie chcę was rozczarować, ale jednak muszę - MAM coś na swoją obronę. - powiedział pewnie Giuseppe.
- Tak? A niby co? - Odpowiedział pewnie i drwiąco Jacob.
- To. - powiedział właściciel i pokazał pewien dokument - był na nim podpis prezydenta USA.
- Czekaj.... CO?! - krzyknął ze zdziwieniem Skar. - JAK?
- Cóż, już od dłuższego czasu pisałem do władz państwa, aby zmazali mi moje przewinienia.... jakimś cudem tym razem zgodzili się! Jestem czysty jak kartka papieru. A teraz panowie, proszę o wyjście z mojego gabinetu, jeżeli nie macie już żadnych pytań.
Jacob walnął ręką w jego biurko.
- Słuchaj mnie - Powiedział przez zęby Jacob. - Nie wiem, kogo musiałeś zabić lub przekupić, aby dostać ten papier. I na obecną chwilę to mnie nie obchodzi. Jednak mam jeszcze jedno pytanie: Czy wiesz, kto to zrobił?
El Giuseppe zamyślił się.
- Cóż, nie wiem, kto to zrobił, ale to też jest w moim interesie, aby złapać tego osobnika. Wiem za to, kto może wiedzieć.
- Kto?
- Mikke. Janusz Korwin-Mikke.

***************************************************************************************
Hejka ludzie!
Z góry przepraszam za taką przerwę w pisaniu :<. Wiecie, szkoła itp. Dziękuje wszystkim, którzy nie zapomnieli o mojej historii i dopytywali się o jej ciąg dalszy :D.

Napisze w komentarzach, co sądzicie o tej części. Mam nadzieję, że Wam się podobało.
Narka!
Podkreślenie postaci Janusza Korwina- Mikke spowodowało, że znowu będę czekał z niecierpliwością na kolejną część :D