Historia z RP - Posterunkowy Jacob Green - Rozdział 1 cz.3

Lee Everet

Stary wyjadacz
Czerwiec 26, 2017
540
546
158
- AAAAAAAAAAAAAA! - krzyk posterunkowego rozdarł cały pokój. W okolicach jego prawego barku pojawił się niewyobrażalny ból, jakby ktoś mu grzebał w kościach.
- Przepraszam, ale musiałem Ci nastawić bark. - usłyszał Jacob głoś, który dobiegał zza jego pleców..... był on dość znajomy. Odwrócił się. Zobaczył młodego, przystojnego mężczyznę w sile wieku, z lekkim wąsem i łagodnym uśmiechem na twarzy. Nosił na głowię czarną fedorę, a na ręku miał zegarek.
- Martinez? - Powiedział Pan Green z lekkim zdziwieniem. - Gdzie jesteśmy?
- W moim sklepie ,, Na dzielni '', w Nadziei, na ulicy Sądowej.
Posterunkowy rozejrzał się - byli w ładnym, porządnym i dość sporym pokoju. Na hakach wisiały różnorakie bronie - od sportshota, przez vipera po nightraidera. Na wieszakach były szykowne i praktyczne ubrania, czapki z daszkiem i fedory. Na pułkach stały różne potrawy - sałatki, świeże soki, pieczona wołowina i nóżki z kurczaka. Na pułkach były licencje na broń, na latanie i na sprzedaż broni.
Wszystko było pięknie wyeksponowane.
- No dobra, ale jak się tu znalazłem? - zadał pytanie Jacob.
- Widzę, że nie pamiętasz? Mam nadzieję, że to nic poważnego. Pewnie jeden z tych dresów uderzył Cię mocno w głowę. Pozwól, że ci przypomnę - dzisiaj rano walczyłeś z dużą grupką chuliganów, kiedy o mało nie zginąłeś.
- Przypominam sobie..... szczególnie ten bark mi o tym przypomina....ale jak ty się tam znalazłeś?
- W nocy, obudziły mnie głośny dźwięk , jakby ktoś rzucił czymś w kilka śmietników, więc wyjrzałem przez okno - zobaczyłem tam Ciebie i trzech ludzi leżących na ziemi. Potem, ujrzałem jak wstajesz i podchodzisz do jednego z nich, po czym uderzasz jego głowę swoją głową. Po tym, od razu zacząłem szukać apteczki pierwszej pomocy i mojej Chimery. Jednak znowu usłyszałem hałas za oknem - widziałem Ciebie masakrowanego przez jakiegoś człowieka. Dlatego nie czekałem dłużej - wziąłem mój kij do baseball'a i po cichu podbiegłem do niego i w ostatniej chwili uderzyłem go w głowę. Koleś stracił przytomność. Po chwili na kilka sekund otworzyłeś oczy i poprosiłeś mnie o wyłączenie latarki. Kiedy to zrobiłem, coś tam mruknąłeś pod nosem i też straciłeś przytomność. Potem przeniosłem Waszą czwórkę na chodnik i pobiegłem po linę - związałem im ręce i zaniosłem na zaplecze. Następnie położyłem Cię na kanapie a sam zadzwoniłem na policję. I na koniec, zacząłem Cię opatrywać. A teraz masz sałatkę - postawi Cię na nogi.
- Dzięki..... czekaj, to znaczy że ta trójka wciąż jest na twoim zapleczu?
- Skądże, policja ich zabrała.
- CO? KIEDY? KTÓRA GODZINA?!
- Jest godzina ósma rano, a policjanci zabrali ich tak z 10 minut temu. Pytali się o Ciebie, ale powiedziałem że nic Ci nie będzie i udali się, aby zbadać komisariat.
- Podaj mi moją kurtkę. - powiedział stanowczo Pan Green.
*********************************************************************************
- ... No i wtedy mu mówię: I co mnie kurwa to obchodzi? Po czym go skułem.
Cała grupka mężczyzn zaczęła płakać ze śmiechu. Była to trójka policjantów, stojąca koło swoich dwóch radiowozów. Słońce było już dość wysoko na niebie, a temperatura wzrosła. Byli oni w środku Nadziei, niedaleko lokalnego komisariatu. Zaparkowali na chodniku, przy szpitalu. Jednak atmosfera była napięta - ludzie przechodzili w ciszy, szybko, często popychając siebie nawzajem. Rzucali oni nieufne spojrzenia na każdego dziwnego osobnika. Lecz policjanci mieli to najwyraźniej w dupie.
- Nieźle Skar! Teraz moja kolej. Pewnego razu, w barze, zauważy-....
- HOHO, zobaczcie, śpiąca królewna wstała! - krzyknął Hubert.
Do trio policjantów podszedł funkcjonariusz Green. Miał lekko podarty mundur i plastry na skroni.
- Teraz mówcie, co się stało. - powiedział Jacob. - z najdrobniejszymi szczegółami.
- Ty nam powiedz. - powiedział Jackhaimer, pijąc nieco swojej kawy.
- Widzisz, że nie mam humoru na żarty. Mów, co się stało.
- No widzisz, ktoś się włamał do komisariatu.
- CO? JAK TO? Przecież ich powstrzymałem...
- O czym ty mówisz? - zapytał Skar.
Wtedy, posterunkowy Green opowiedział całą historię - jak spotkał dresów, jak z nimi walczył ,jak znalazł się u Martineza, czemu nic nie powiedział przez krótkofalówkę i czemu się dziwi, że ktoś włamał się do komisariatu.
- Część już tej historii znamy, trójkę z nich zabraliśmy z domu Martineza, a dwójkę znaleźliśmy w uliczkach, po czym ich przesłuchaliśmy Jednak myśleliśmy, że kłamią i tak naprawdę włamali się do komisariatu,lecz skoro stało się to po twojej walce, kiedy każdy z nich był nieprzytomny, niemożliwym jest, aby się włamali... bardzo to komplikuje sprawę... kto to mógł zrobić? - powiedział Skar.
- ..... Mam pewną teorię - szepnął pod nosem Jacob, z lekkim gniewem i radością w głosie, patrząc się na pewien budynek. Była to ładna budowla, stylizowana na statek piracki. Wszystko było pokryte było tapetą, wyglądającą jak lekko spróchniałe drewno. Przed wejściem były dwa parasole, a pod nimi cztery krzesła. Zamiast tradycyjnych stołów, były ogromne beczki. Znajdowała się tam nawet atrapa działa. Nad wszystkim był wielki napis: Knajpa: Pod łajbą Czarnobrodego Właściciel: El Giuseppe.
 
Ostatnia edycja:

Komin

Użytkownik
Luty 13, 2018
44
1
23
15
Może kiedyś mój John Stonewood wystąpi w tych historiach, ale jeszcze trochę muszę pograć.
 
U

Usunięte konto 3851

Kurła gdzie jest kolejna część?
Chce wystąpić jako złodziej paliwa.
 

Lee Everet

Stary wyjadacz
Czerwiec 26, 2017
540
546
158
Kurła gdzie jest kolejna część?
Chce wystąpić jako złodziej paliwa.
Może coś tam napiszę w przerwę świąteczną ^^.
Hmmm.... będzie dłuuuga (może nawet kilka miesięcy) przerwa między drugim a pierwszym rozdziałem, może zrobię małe DLC 2-3 częściowe, opowiadające o złodzieju/złodziejach paliwa i dodam tam wątek, który okaże się ważny w 2 rozdziale.